Ciąg dalszy konferencyjno-PKPowych przygód :p
Pociąg z Gdyni był w Gdańsku (!) opóźniony paręnaście minut. A w Tczewie 8 minut na przesiadkę :p Dojechał o dziwo minutę przed odjazdem tego na Chojnice. Wysiadam. Tłum, zaczyna biec. Ja za nim, bo oceniłam, że najbardziej prawdopodobnym pociągiem docelowym tłumu jest ten mój :D
Dobiegamy wszyscy na właściwy peron i... nic. Pociąg opóźniony 50 minut Oo
A w Chojnicach pół godziny na przesiadkę :p
Ostatecznie pociąg przyjechał opóźniony o godzinę. Po czym... zdążył! xD Pędził tak, że trząsł się i skrzypiał, pominął ze trzy stacje xD ale był 3-4 minuty przed odjazdem tego do Piły. W Pile byłam 10 minut za późno (dlaczego mnie to nie zdziwiło?), ale tam już wujek miał mnie odebrać bez limitów czasowych :p więc stresu niet.
Rano w drodze do Poznania już bez przebojów. Na dworcu wstąpiłam do mojej loff - Coffee Heaven i wypiłam dawno zapomnianą, ale przypomnianą z rozkoszą latte waniliową z zieloną herbatą ^^
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
po prostu PKP lova,lova! :P
Trzeba było z Gdyni jechać. Jakiś czas temu pojechałam pięknym bezpośrednim z mojej wiochy (niedaleko Gdyni) prosto do Poznania, bez przesiadek. Nie wiem, może nadal coś kursuje :)
Bezpośrednie połączenie do Poznania, owszem, było ;] Ale albo poprzedniego dnia, albo za późno.
Prześlij komentarz