W związku z, powiedzmy, sugestiami, dziś będzie prawie ambitnie. Głównie ze względu na porę, ale to kwestia tego, że po dwóch tygodniach zapierniczu, jaki tu pokrótce opisywałam na forum, bynajmniej nie związanego jakoś mocno z farmą, raczej z unikaniem jej, dyżurami, fakami i innymi takimi, wróciłam do domu z uczelni, klapłam na łóżko i przespałam jakieś pięć godzin xD
No to ta noc poszła się j... ekhm... na straty ^^
No więc, kilka podpunktów, jak się uczę, jak chcę coś zdać (np. jest sobie takie ostatnie koło z biochy, a mi do dopuszczenia do egzaminu brakuje 4 dużych punktów... :p - tak, to z doświadczenia):
- kawa, kawa, kawa. Bynajmniej nie w celu niespania, chociaż i to da radę. Ja piję kawę w dużych ilościach, ale taką na zasadzie troszkę rozpuszczalnej, dużo mleka, czasem jeszcze jakieś urozmaicenia. Dobrze mieć jakiś syrop, czekoladową posypkę, cokolwiek.
- kilogramy orzeszków, słonecznika itp. Muszę coś zrobić z rękami i jak nic sobie nie skubię, to kończy się na obskubanych włosach, paznokciach, rogach książki i ciuchach :p Zawsze tak miałam...
- spacery, najlepiej codziennie, do tego oczywiście z buta na uczelnię, do sklepów, wszędzie, gdzie się da.
- nauka w łóżku, tym bardziej pod kołdrą dopiero po wypracowaniu sobie silnej woli i uniewrażliwieniu się na kuszącą moc poduszki :D
- nauka w godzinach, kiedy mój mózg pracuje, czyli takich jak ta :p Nigdy nie zasiadam do nauki po południu, jeśli naprawdę nie muszę, bo i tak z tego nic nie będzie, zmęczę się, niewiele zrobię. Ten czas zajebiście nadaje się na odpoczynek.
- dobre rozplanowanie przeszkadzaczy: obiad, najlepiej porządny, nie jeden kotlecik sojowy z liściem sałaty xD przed zakupami = na zakupach najedzony człowiek kupi mniej, zwłaszcza pierdół, no i nauka po obiedzie polega głównie na myśleniu o spaniu, więc...
- wolę zrobić coś 5 razy szybko niż raz maksymalnie dokładnie. Dlatego w domu uczę się z kompa, przeplatam podręcznikiem, a na uczelnię czy w jakieś inne miejsce (jak pociąg do domu) zabieram notatki.
- giełdy, giełdy, giełdy - nie tylko na zasadzie uczenia się na pamięć odpowiedzi do pytań (w ten sposób uczyłam się tylko psychologii, socjologii i higieny), ale jako szybka, bardzo ogólna powtórka całego materiału.
- no i co bym nie robiła - zawsze najwięcej uczę się ostatniego dnia, z czego 90% wieczorem :D Stres bardzo mnie motywuje, przyswajam 10x więcej materiału, jak wiem, że nie ma czasu na opierdalanie się ;]
I błagam, weźcie poprawkę, że to moje sposoby, więc jak ktoś nienawidzi kawy czy woli uczyć się rano, to niech nie zmusza się do niczego, bo ciocia Kardio kazała :p
Sposób uniwersalny dla wszystkich: jak trzeba coś zdać, to nie przesiadywać na blogach i nie czytać głupot, tylko usiąść na tyłku i się uczyć, a potem modyfikować tę jakże prostą czynność w celu zwiększenia efektywności :p
Pozdrawiam :D
sobota, 3 grudnia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

35 komentarze:
Podziwiam, że jesteś w stanie się uczyć w łóżku :} Na mnie moc poduchy i samego łóżka działa wybitnie dobrze i od razu zasypiam :}
Ja sobie robię po prostu notatki, chyba że mam 300 stron na koło, to wtedy zakreślacz w rączkę, karteczka obok i podkreślam sobie na kserówkach ważne rzeczy, a na karteczkę wędrują ważne pojęcia (np aminokwasy, enzymy czy białka, biorące udział w czymś tam:P) Pora nie gra roli :P
Pozdrawiam :}
ja jak mam jakieś orzeszki, słonecznik to nie jestem w stanie skupić się na nauce dopóki nie zjem :P
i też po południu nie potrafie sie uczyc, moj zegar biologiczny mowi wtedy stanowcze 'nie' dla nauki!
:)
Lena, ja się nauczyłam na drugim roku, podusia i ciepła kołderka robią na mnie coraz mniejsze wrażenie (no chyba że rano, wtedy potrafię przespać parę budzików :p). Notatki robię czasem ze slajdów, jak tychże slajdów jest 150 z każdego tematu, a połowa to obrazki, jakieś pierdoły czy takie tam. Z książek się nie opyla, bo musiałabym podręcznik przepisywać.
Erjota, ja bez orzeszków się nie skupię na dłużej niż 5 minut :D
' Stres bardzo mnie motywuje, przyswajam 10x więcej materiału, jak wiem, że nie ma czasu na opierdalanie się ;] ' - mnie też! nauka dzień przed to podstawa:P
Ja nie wiem, czy to tak dobrze, grzeczne studentki nie doczytują w panice rano przed kołem tego, czego nie zdążyły do tej pory xD
Haha, 3/4 zgadza się z moim trybem nauki:P jedyne co, to nie pijam aż tak dużo kawy, zamiast orzeszków wcinam elementy zawierające czekoladę/kanapki/banany, i spacerów nie kultywuję (może zacznę, skoro to dobrze działa:D).
Ja rozumiem, że każdy ma inne zegar biologiczny, ale naprawdę nie ogarniam jak można mieć na 8 i wstać np o 4.30 żeby się uczyć O.o to ja już wolę wieczorem/w nocy dłużej posiedzieć.
Ostatniego dnia jest największe turbo i nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze się zastanawiam, czemu nie zaczęłam się uczyć 1 dzień wcześniej, bo zawsze "gdybym miała jeszcze 1 dzień, to już bym wszystko umiała":D
Na to sobie tłumaczę tak, że jakbym miała jeszcze jeden dzień, to i tak bym go przespała :p
Znam ludzi, którzy chodzą spać o 22, wstają o 4 i się uczą, ale ja + taka sytuacja to abstrakcja ;] Próby na początku studiów kończyły się jedynie wyłączaniem budzika i muleniem przez cały dzień...
No i potem przerypane na imprezach z reguły, większość takich osób przysypia, gdy inni zaczynają się rozkręcać dopiero xD
tryb nocny + mocna kawa (niekoniecznie dużo, 2-3 dziennie, ale musi dawać kopa ;D)
poza tym spacer nad rzekę! ale na uczelnie to ja wolę jednak jechać ;p
...i zdecydowanie nie potrafię uczyć się, jedząc cokolwiek. jedzenie to dobry pretekst, żeby zrobić sobie przerwę i obejrzeć kolejny odcinek czegoś ;D
O, nad rzekę! :D Na pierwszym roku zasuwałam nad morze czasem, ale teraz chyba bym cały dzień szła xD Więc jednak ograniczam się do zwiedzania na miarę możliwości czasowych :p
Kawa:D Zdecydowanie. Dzień bez kawy to zły dzień:P I orzechy... dobry wybór, bo dobre na pamięć. Mi niestety nie wolno ich jeść:(
A ja bym chyba od razu usnęła gdybym uczyła się na leżąco pod kołderką, gdy w koło jest tak ciepło.
Ale szybko nienawistna nauka jest najskuteczniejsza. Ale ja chyba tak nie potrafię. Muszę robić notatki z czym oczywiście się schodzi. I nie mogłabym się uczyć z komputera(a niestety często trzeba), bo zaraz by mnie coś rozpraszało.
Zastanawiam sie dlaczego osoba, ktora jest mniej wyrazna od cieni na uczelni pokazuje tutaj, ze jest nie wiadomo jakim kozakiem i luzakiem. Czy mozna zyc tylko uczelnia? Moze chowanie się za monitorem komputera jest jakims sposobem na zycie... Pozdrawiam,
Patomorfolog
Chyba wezmę Ritinoscorbin, skoro jestem taka niewyraźna ;] Naprawdę, ostatnim określeniem, jakie przyszłoby mi do głowy przy czytaniu bloga, który traktuje, jak by nie patrzeć, głównie o studiach, byłby "luzak" :D No ale skoro tak twierdzisz :D
Co do kozaczenia, to się nie wypowiem, bo ostatnio napisałam o 4+ z farmy, więc pewnie to i prawda... przepraszam... xD
BTW ten "patomorfolog" to beka ze mnie, bo wiesz, że myślę troszkę o tej specce czy tylko z nicka? Bo nie wiem, na ile mnie znasz ;>
Czytając tego bloga utwierdziłem się w przekonaniu, że realne życie, a internetowy wirtual to są dwie zupełnie różne płaszczyzny. Rodzi to duże zagrożenie, bo w internecie ludzie zapominają o rzeczywistości, a skupiają się na jakichś wyimaginowanych tworach. Nie podoba mi się to.
Popieram stanowisko Patomorfologa i anonimowego, dziwią mnie osoby z którymi nie można nawiązać w żaden sposób kontaktu w normalnym życiu czy też porozmawiać na uczelni jak człowiek z człowiekiem a "otwierają się" dopiero jak usiądą przed komputerem i tam wylewają swoje żale
Dermatolog
I ja popieram!!!
Ginekolog
PS Lekarz Medycyny Pracy mówi, że też
Jeszcze trochę specek ci zostało :p
A któż ci broni ze mną rozmawiać, a jeśli coś do mnie masz, to powiedzieć, zamiast wylewać żale przez internet na moim blogu? ;>
Dajcie spokój kariodolożce, bo będe musiał użyć mocniejszych środków.
Bohdy
Kardiologu, ja po prostu nie wyobrażam sobie Ciebie w przyszłej pracy. Nie wiem jak poradzisz sobie z pacjentami, no chyba że poprzez bloga czy inne cudo internetu. Bo poki co to na razie wiecej skorzystaja z Twojej pracy pacjenci patomorfologiczni niz kardiologiczni.
Dermatolog
Znowu szukasz spinki Bohdy?
No nie, chyba z rozpaczy przeniosę się na kulturoznawstwo stosowane z elementami socjologii, bo zacznę zabijać pacjentów swoją niewiedzą i brakiem obycia jeszcze zanim odbiorę dyplom ;((((( Chlip!
Rozumiem, że czujesz się już lekarzem, no ale dzięki Bogu psychologiem jeszcze nie do końca ;>
uu, ktoś tu ma chyba zaburzenia osobowości...
każdy w internecie zachowuje się trochę inaczej niż w realu, niektórzy wręcz skrajnie inaczej, i co z tego? Skoro Kardiolog radzi sobie jakoś na studiach (4 rok chyba, tak?), to i w życiu sobie poradzi. A już w ogóle wrzuty od osób (czy też jednej tej samej osoby) podpisanych "Anonimowy" to można do pieca wrzucić i się nimi w ogóle nie przejmować.
Aha, i nie, nie znam Kardiologa osobiście, może kiedyś będzie mi dane poznać:)
Godzia, spoko, zawsze znajdzie się, ktoś, kto za tobą nie przepada, zwłaszcza na tych studiach :p Śmieszy mnie tylko to, że ta pewna osoba dokładnie powiela opisywane przez siebie zachowanie, skoro wchodzi mi na bloga, żeby anonimowo mi powtykać :D A w realu żadnych zastrzeżeń co do mojej osoby jakoś nie słyszę :p
"No sory..." że się tak wyrażę :D
znam ten ból, na jednym oddechu wymieniłabym 10 osób, które chętnie by mnie uśmierciły, gdyby mogły:P
Mnie tylko zawsze strasznie denerwuje, jak wrzuca mi ktoś, kto nie ma tyle odwagi, żeby się podpisać czy stanąć przede mną twarzą w twarz i powiedzieć, w czym problem...ale to chyba niezmienna kwestia tego świata, a przynajmniej tych studiów:)
Ty tu tak o braku odwagi w realu, a ja jutro przez to jakąś cegłą w łeb oberwę :p
Ja 3 cegły na sobie rozwalam ręką, więc się nie martw, w powietrzu też dam radę.
Boh-D
Uważaj sobie, bo zrobię z Ciebie wiatrak!!!
Daj sobie spokój, zaśmiecasz tylko bloga. Byś się lepiej pouczył. Ja jak kardiolog preferuje kawa kawa kawa( i moze czasem jeszcze raz kawa) oraz duzo swiezego powietrza.
Boh-D
Ja Ci dam dużo świeżego powietrza. Ja wiem gdzie Ty żeś był i co żeś robił! Jeżeli nie chcesz się dalej pogrążać proponuję się spotkać jutro przed wykładem z farmakologii, w szatni przy sali Rydygiera, porozmawiamy na żywo. I mam jeszcze jedną prośbę Gogusiu- miarkuj słowa, bo za siebie nie ręczę! Zapraszam jutro wszystkich chętnych zobaczyć tą konfrontację w wyżej wskazane miejsce.
P.S.
Ja już jest mowa o specjalizacjach to jutro możesz potrzebować chirurga szczękowego.
Widzimy się!! Lepiej sobie wsadź coś w tyłek, bo mam zamiar zabawić się w gastoenterologa.
Mam nadzieje, ze kardiolog przyjdzie i skradnę od niej całusa za wygraną.
Boh-D
Przegiąłeś koleś! Widzimy się jutro!!! W gastroenterologa możesz się bawić ze swoimi koleżankami, które bez przerwy obmacujesz!
I ja tam jutro będę, może się przydam.
Patomorfolog
Koledze na pewno przyda się patomorfolog!
Ej zna ktos moze jakiegoś ortopedę, bo może być jutro niezbędny?
I mamy nową kategorię:
"Ciocia Kardio radzi" - czekam zatem na kolejne rady ;)
no i racja ;D
czas się pouczyć ;P
anjacaro.blgospot.com
Prześlij komentarz