czwartek, 24 października 2013

Kot i łyżwy

Kończy mi się anestezjologia. Nareszcie. Przedmiot całkiem ciekawy przyznam, ale ile można sterczeć na sali operacyjnej... ;)

Wybrałam się ostatnio z M. na łyżwy. Idziemy drugi raz, uwielbiam łyżwy :D A tak dawno nie byłam, chyba z rok.

Od poprzedniej zimy na klatce schodowej mieszka nasz blokowy kot. Ma swoje miseczki z jedzeniem napełniane przez miejscowe dzieci i kojec do spania. Zawsze ktoś go wpuszcza i wypuszcza, mi się też zdarzało. Idzie sobie wtedy leniwie do drzwi, łapka za łapką, nie przejmując się niczym. Gruby jest nienormalnie jak na bezdomnego właściwie zwierzaka ;) Będę za nim tęsknić, jak już się stąd wyprowadzę.

Brak komentarzy: