piątek, 24 stycznia 2014

Przygody. Dużo przygód.

Po egzaminie ze zdrowia publicznego pojechałam do Gdyni, by spotkać się z koleżanką. Wspólna kawka, oczywiście, musiała być. A potem film 47 roninów. Nawet fajny, chociaż taki baśniowy dość ;)

Prawie nie wyszłyśmy we dwie z galerii, bo film skończył się po 22, a że jeszcze poszłam do toalety, to spóźniłyśmy się na otwarcie drzwi ;p Ochroniarze wypuścili nas z łaski jakimiś drzwiami na parking, z którego też nie mogłyśmy się wydostać... Masakra. Potem przez pół godziny szukałyśmy SKM-ki dookoła galerii. Działo się.

A na koniec przyjaciółka nie mogła kupić biletu, bo kazało jej wrzucić odliczoną kwotę. Problem tylko, że automat nie przyjmował nic poniżej 5 groszy, a cena wyniosła 1,86... Logiczne.

Dzisiaj zwyczajny wieczorek przy piwku i internecie. W spokoju i cieple.

No pomijając fakt, że poszłam dziś do swojego lekarza i czekałam półtorej godziny na darmo, bo, jak się okazało, lekarka wyjechała na urlop, nie zostawiwszy żadnej karteczki. Super. ;p

2 komentarze:

Majki pisze...

To rzeczywiście duuuużo przygód. Ale dzięki temu życie jest kolorowe :D
Ech, kocham automaty, najbardziej na pkp.. Szczególnie, jeśli mam przy sobie tylko 20 albo 50zł, a przyjmuje najwyżej 10..

Kardiolog :) pisze...

No czasem ciężko bez drobnych, ale odliczony 1 gr, którego nie przyjmuje to już przesada :D