piątek, 25 kwietnia 2014

Kot

Kot  sąsiadów zniknął gdzieś w okolicy świąt. Nie było go już dwa dni, gdy ci zaczęli się niepokoić. Kot wsiąkł, nikt we wsi go nie widział. Co robić? Mama, sama kociara, zaangażowała się w poszukiwania. Chodziły z sąsiadką po osiedlu, jeździły samochodem po lesie. Nic. Kota nie ma.

Znalazł się po trzech dniach. Na wysokiej, wysokiej sośnie. Ściągnęli sąsiada z drabiną. Za krótka. Inny sąsiad próbował wspiąć się na drzewo. Bezskutecznie. Próbowali sięgnąć kota kijem. Nic.

W końcu, według zeznań sąsiadki, bo mama musiała akurat odwieźć mnie na dworzec, drzewo zostało... ścięte. Piękna, stara sosna. Tak więc władze na karku ;) Ale kot odzyskany.

2 komentarze:

axel pisze...

Kaskader przecenił swoje możliwości ;) mój kotowaty ostatnio wszedł na drzewo i nie mogąc zejść, zdecydował się skoczyć; od tego czasu nie wspiął się na obiekt wyższy niż krzesło ;)

Kardiolog :) pisze...

No, koty tak mają, wlezą, a potem nie mogę zleźć/wyleźć ;)