niedziela, 30 sierpnia 2015

Len

I nie, bynajmniej nie chodzi o "lenia", który mną teraz rządzi (a jakże, skoro LEK coraz bliżej...). Kupiłam sobie len w proszku do picia. Robi się z tego taki dziwny budyń. Jutro spróbuję na mleku.

O robocie nie ma nawet co pisać: dalej pizdologia i końca nie widać... To znaczy koniec jest, gdzieś tam we wrześniu, ale cóż... Potem pediatria, to chyba jeszcze gorzej. Chociaz jak byłam na położnictwie, to było całkiem słodko ;)

A na razie przyjęcia, obserwacje, wypisy, czyli papierów tona i pół.

Chyba z żalu pójdę sobie jeszcze wypić trochę lnu.

Dobrze, że chociaż książki są ciekawsze niż to, co ewentualnie miałabym czytać do LEKu. Zrobiłam wytyczne medycyny ratunkowej z 2010 roku, bo jeszcze niby te obowiązują, ale gdzieś widziałam, że chcą już pytać z tegorocznych. Trudno, przynajmniej mam już LEK zdany :D

4 komentarze:

Antymateria pisze...

A, len w proszku... Tego nie znam. ;) Ja piłam siemię lniane - gotowałam ziarenka w wodzie z cukrem. Dobre, ale nie wiem, czy smakuje podobnie jak z proszku. :)

Kaffe med mjölk pisze...

Antymateria, to trochę podobne do siemienia, bo siemię też kiedyś piłam. I podobnie się robi :)

5000lib pisze...

Nie wiem, czy proszek jest wartościowy... Lepiej samej zmielić len...

Kaffe med mjölk pisze...

Mam lnianą marynarkę, może się nada ;)