wtorek, 5 kwietnia 2016

Książki, praca i Wroclove

No i byłam na szkoleniu z powikłaniami leczenia osób w podeszłym wieku, całkiem ciekawe było i do tego facet mówił żwawo i radośnie, więc nie umierałam :) Kawy (tej niedobrej) nie piłam, wypiłam za to herbatkę i zjadłam całe cztery ciasteczka... Co do kursu, to warto było iść i być może wybiorę się na następne.

W robocie nic ciekawego raczej, poza panią, która też pochodzi z okolic Torunia i trochę sobie poplotkowałyśmy :) Gdyby nie ploteczki z pacjentami, pewnie wyszłabym szybciej do domu, ale trudno. I tak pilnuję, by nie wyjść przed trzecią, bo mogłoby to zostać źle odebrane przez wiecznie spóźnionych.

Wczoraj zaszalałam i skończyłam dwie napoczęte książki: "Jeden dzień" Davida Nichollasa i "Przypadek sprawił" Barbary Rybałtowskiej, a i zdążyłam trochę poczytać o białaczkach ze Szczeklika, co kazała mi szefowa. :) Teraz dalej walczę ze Szczeklikiem (dużym!), a na deser zostawiłam sobie "Raj ze szkła" Angeli Mechtel i "Lolitę" Vladimira Nabokova.

Jest tak pięknie na zewnątrz, że jedyne, czego bym chciała, to wrócić do domu rodziców, usiąść w ogrodzie z kawą i czytać. No ale... :D

Ach, no i wybieram się do Wrocławia z moją czatową ekipą :) Pewnie moja dieta codzienna zmieni się w dietę piwną, no ale cóż, czasem wolno :D

5 komentarzy:

Metronidazolum pisze...

Uroki pracy lekarza - ciągłe dokształcanie się. :D

Kaffe med mjölk pisze...

Farmaceuty też :D

Metronidazolum pisze...

Smutna prawda, ale prawda. :) Takie życie :)

Kaffe med mjölk pisze...

Dlaczego smutna? :D fajnie jesr sie doksztalcac ;)

Metronidazolum pisze...

Fajnie, fajnie :)