środa, 13 kwietnia 2016

Prawie jak piąteczek

Muszę posprzątać mieszkanie na przyjazd babci, a mi się nie chce. Czy to wystarczający powód, by siedzieć na dupsku i wcinać pistacje przed komputerem? Mam nadzieję, że tak. Na razie zrobiłam pranie, ale to w zasadzie poza rozwieszeniem robi się samo, więc się nie liczy.

W robocie jest jak było. Szefowa dzisiaj wyjątkowo miła, coś nawet nie narzekała, więc czas upłynął całkiem przyjemnie. Normalnie prawie jak piąteczek.

Miałam dziś pacjentkę, która po operacji bariatrycznej schudła pięćdziesiąt kilo. Taka motywacja. Dlatego na obiad tylko trochę kurczaka z warzywami, żeby potem można było zjeść paczuszkę orzeszków ;)

EDIT: Już poodkurzałam mieszkanie i ogarnęłam kilka rzeczy, jednak kawa robi swoje i mi się zachciało :D

3 komentarze:

Metronidazolum pisze...

Pranie się liczy, bo trzeba je wstawić do pralki, co mi się nie udaje, bo mi się nie chce :P

Ja nawet po kawie i tak bym usnął :D

Medyczka pisze...

Oj tam, niedawno sprzątałaś dla brata to jeszcze czysto było :P Mój tato zawsze mówi, żebym nie przesadzała ze sprzątaniem, bo "dom to nie szpital" :D

Kaffe med mjölk pisze...

Ja sprzątałam głównie dlatego, żeby babcia nie wpadła na pomysł, że wysprząta i zamiast się relaksować nad morzem, to by zaiwaniała w mieszkaniu :D