poniedziałek, 9 maja 2016

Dajcie mi...

Ugh, co za dzień. Nie dość, że poniedziałek i ledwo zwlokłam się z łóżka, uciekł mi autobus i prawie się spóźniłam, to jeszcze w robocie masakra. Najpierw dostałam pacjentkę, której rodzina nie chce, ale już podzielili sobie jej mieszkanie. Normalka. Potem umarł inny mój pacjent. Następna w kolejce była pani "planówka", której w badaniu potwierdziło się rozpoznanie wielkiego guza jelita grubego. A na końcu dopadła mnie wkurzona rodzina zmarłego.

A mówią: "jaki poniedziałek, taki tydzień." Fajnie, nie? ;p

Przynajmniej obiad dobry zjadłam w szpitalu, wiosenno-owocowy, to trochę ostudziło moją parującą głowę ;)

Ach, no i jeszcze rozwaliłam swoją pieczątkę i razem z ordynator szukałyśmy kawałków na podłodze, ale udało mi się ją poskładać do kupy :D

Weekend, dajcie mi weekend!

4 komentarze:

Metronidazolum pisze...

Ja z kolei dzisiaj spałem tylko 3,5 godziny i nic produktywnego nie zrobiłem. :D Oby tak nie było przez cały tydzień :P

Przykro mi z powodu pacjenta :(

Kaffe med mjölk pisze...

Ja po przespaniu 3,5 godziny też nie jestem zbyt produktywna :D

Anonimowy pisze...

Interna, ot co. :)

Kaffe med mjölk pisze...

No cóż, dokładnie :D