środa, 11 maja 2016

Płacz

Niedawno miałam pacjentkę tzw. ciekawą. Przypadek niby codzienny, niewydolność nerek i podejrzenie sraczki, trafiła więc do mnie na Sraczkolandię - oddzielony kawałeczek korytarza. Gdy już ją zbadałam i zebrałam wywiad, pacjentka zaczęła... płakać.
- Pani doktor, niech mnie pani przeniesie z tej części korytarza. Tu jest strasznie.
- Dlaczego? Aż tak źle? - spytałam zaskoczona.
- Tak! Nie mogę spacerować. A poza tym nie mam tu zupełnie z kim rozmawiać.
Rozejrzałam się po pootwieranych salach. Na wszystkich łóżkach leżeli (spali?) pacjenci bez kontaktu. No tak, rzeczywiście słabo z ploteczkami.
Obiecałam pacjentce, że zrobię, co się da, by ją przenieść, jak tylko nie będzie biegunkować. Okazało się, iż pacjentka biegunki nie ma już od paru dni, a leży na reżimie, bo raz jej się zdarzyło luźne wypróżnienie po jakiejś tajemniczej zupie. Następnego dnia zastałam ją już w nowej sali, promieniejącą, z rozmowną sąsiadką i możliwością długich spacerów.
Dziś poszła do domu :)

W sobotę poszłam jak zwykle na małe zakupy i mijając dział piwny, ujrzałam na półce "Banana bread beer". Jako że kocham wszystko, co bananowe, nie mogłam się oprzeć i nie spróbować :) Porównanie mam oczywiście Corneliusem bananowym, który jest pyszny, z bezalkoholowym piwem bananowym Frumalt, którego już nigdzie nie ma, a które było obłędne i z pewnym drogim piwem bananowym, którego nazwy nie pamiętam, a które było sporo gorsze niż Cornelius. Było smaczne, nawet bardzo :D W sumie podobne w smaku jak Cornelius (dużo tańszy ;p)

No i po maturze z biologii :D

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dobra robota pani doktor ^^

Antymateria pisze...

Hej, Buka, przepraszam, że tak pod postem, ale wysłałam Ci wiadomość na GG. Nie wiem, czy tam zaglądasz, ale to dość ważna sprawa, więc postanowiłam się z Tobą skontaktować prywatnie. Z góry dziękuję za poświęcony czas.