sobota, 15 października 2016

Kursy i obiadki u siostry

I znów się przeziębiłam, a przecież jutro - dyżur. Niedobrze. Zakupiłam sobie odpowiednie medykamenty, co by się chociaż objawowo zregenerować i wio. Wczoraj się troch odkaziłam piwem, ale dzisiaj przed wstaniem o siódmej rano raczej nie byłoby to wskazane :D

Mimo braku możliwości alkoholizowania się, idę dzisiaj spotkać się ze znajomymi. Może będzie jakieś dobre żarełko? Sama też coś przyniosę, żeby nie było, że tylko żrę cudze :D

Niedługo idę na kurs z Izby Lekarskiej. Nie jest obowiązkowy, ale dlaczego by nie iść? Na kursach z Izby jest okropna kawa i jakieś suche ciasteczka tylko, ale przynajmniej wiedzowo mi się te kursy podobają. Ostatnio byłam na geriatrycznym, teraz zmierzam na boreliozę.

Pakerstwo mojego brata mi się przydaje. Ostatnio wniósł mi na czwarte piętro osiemnaście litrów wody na raz :D Dostał za to obiad, ugotowany przeze mnie.

Dobrze, idę zdrowieć!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Kursy z izby lekarskiej to do specjalizacji?

Kaffe med mjölk pisze...

Nie, to dla samodoskonalenia się :D