środa, 16 listopada 2016

Ciasto i apokalipsa

Nie zdążyłam jeszcze zapomnieć studenckiej apokalipsy, jaka działa się przy zapisach na fakultety, a już doświadczyłam kolejnej - przy zapisie na kursy specjalizacyjne. W tym roku dostałam się na trzy z trzynastu do zrobienia w ciągu trzech lat. Teraz udało mi się zapisać na pięć, ale jeszcze nie wszystkie pojawiły się na stronie, to może złapię więcej. Najgorzej, że o ostatecznym zakwalifikowaniu się na takowy kurs dowiadujemy się miesiąc-dwa przed kursem, więc załatwianie noclegu i urlopu przebiega trochę na gwałt :D Przynajmniej kursy są darmowe, a i z ludźmi na piwko się można spotkać z różnych miast ;)

Jakoś zimą 2015/16 zapisałam się na jakąś małą, darmową konferencję. Niedługo później na stronie wyświetlili info, że konferencji jednak nie będzie, bo coś tam, że może kiedyś. Olałam to, w końcu nie pierwsza konfa i nie ostatnia. Dziś dostałam maila, że oto konferencja w grudniu (rok później) ;) się odbędzie i mam się na niej stawić :D

W ogóle w szpitalu remont na sąsiednim oddziale, kurz, pył, wiercenie, głośna muzyka i ogólnie hekatomba.

A dziś minął równo rok od rozpoczęcia specjalizacji :D Kupiłam oddziałowi ciasto ;)

8 komentarzy:

Esperal pisze...

Widzę, że nie tylko w mojej branży jest totalny bałagan w temacie konferencji! :D

Empty Lose pisze...

Mogłabyś napisać coś ciekawszego. Ale tak to jest jak bloga prowadzą ludzie którzy nie mają nic do powiedzenia

Anonimowy pisze...

Empty Lose, a co ty masz do powiedzenia? hihi...

Kaffe med mjölk pisze...

Anonimowy, właśnie nic nie ma :D

Esperal, pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Mam nadzieję, że chociaż ciekawa będzie ;)

erjota pisze...

U mnie na uczelni był burdel jak wprowadzili elektroniczne zapisy na fakultety, a do niektórych katedr ta informacja nie dotarła i prowadzili zapisy papierowe, a później było dwa razy więcej chętnych na fakultetach.
Rok później trzeba było zapisać się elektronicznie a później potwierdzać osobiście w katedrze - i to można było tylko za siebie.

Kaffe med mjölk pisze...

Czyli komputery komputerami, a papierologia papierologią :D U nas też system zapisów rodził się w bólach.

erjota pisze...

U mnie zwykle po 10 minutach od godziny zero, kiedy można było się zapisywać na fakultety system padał. A najlepsze, że nie było wiadomo kiedy godzina zero miała wybić i zwykle w pierwszym tygodniu października ustalaliśmy dyżury przy komputerach, aby w razie możliwości zapisu zapisać siebie i znajomych. Często się jednak kończyło tak, że szło się do katedry i błagało panią Krysię z sekretariatu, aby ręcznie dopisała na listę, bo system się zawiesił i dziekanat podobno pozwolił ręcznie się zapisywać.

Kaffe med mjölk pisze...

U nas niestety wiadomo było od długiego czasu, kiedy jest godzina zero, więc system umierał nagle i na długo, a jak strona stawała na nogi, to nagle większość faków była już zajęta, nikt nie wie, jakim cudem :D