sobota, 12 sierpnia 2017

Afera szpitalna z biedą w tle

Dyżur. Pacjenci ogarnięci, ale dużo mniejszych rzeczy do roboty. Siedzę w dyżurce i robię papiery. Nagle kroki i łomotanie do drzwi. Zastanawiając się, czy reanimacja już, czy za chwilę, lecę otworzyć.

- Pani doktor! Pacjentka ma... KLESZCZA!

Uff... Kleszcz jak kleszcz, idę zobaczyć. Przed drzwiami do sali czeka przerażona rodzina :D No jest, mały skurwiel, jeszcze nie jakoś wyjątkowo opity, ale w takim miejscu, że zauważony dopiero teraz. Rodzina twierdzi, że wizyta w lesie była tydzień temu. No cóż, trzeba wyciągnąć.

Proszę pielęgniarki o pęsetę. A pęsety... nie ma. Oddział nie posiada takiego specjalistycznego sprzętu. Panie pielęgniarki szukają przez chwilę, ale bezskutecznie. Podpowiadają mi, by zadzwonić na SOR.

Na SOR "czerwonym" rozmawiam z jakimś panem, który moje poszukiwania wyśmiał, bo przecież po co im pęseta. Nic innego do kleszczy nie ma, bo oni takimi rzeczami się nie zajmują. Ale mam dzwonić na SOR chirurgiczny. W sumie racja.

Na SOR chirurgicznym o pęsetach już dawno nie słyszeli, a nic innego do usuwania kleszczy nie posiadają. Zrozpaczony chirurg żali się, że nie mają już żadnych narzędzi, tylko plastikowe zestawy, a tam czasem pęseta jest, ale gruba, niewygodna i się nie nadaje. Najlepiej, żebym zadzwoniła na Oddział Chirurgiczny.

Na oddziale odbiera pani pielęgniarka, uprzejma, ale stanowcza. Pęset nie ma. W ogóle co za pomysł. Ale jeszcze sprawdzi. W słuchawce telefonu słyszę hałasy, przewalane pudła i papiery. Jest! Jest pęseta, ale to ich jedyna (!), wielorazowego użytku, świeżo po sterylizacji, zaksięgowana, spisana do księgi. Może mi ją ewentualnie pożyczyć, ale tylko na rewers i ma być zwrócona tego samego dnia.

Piszę na jakiejś karteczce rewers, podbijam, kulająca się ze śmiechu opiekunka medyczna idzie na Chirurgię i przynosi drogocenny sprzęt. Wyciągam kleszcza, który raźno chodzi sobie po opakowaniu i szuka następnej ofiary, potem zostaje komisyjnie zamordowany i usunięty. Pęseta wraca na Chirurgię cała i zdrowa.

Pacjentka też cała. I ja cała, ale psychicznie pokiereszowana :D Bieda.

6 komentarzy:

Medyk Helwecki pisze...

Bareja...
coz, peseta powinna byc jak te sztucce w barze mlecznym...na lancuchu

Kaffe med mjölk pisze...

Moja mama, gdy jej to opowiedziałam, tak samo przywołała słynnego reżysera :D

Medyk Helwecki pisze...

zawsze mozna powiedziec ze nie ma na pincety bo te murwy ebane krwiopijcy w kitlach kasuja za jeden dyzur 200.000 PLN i tylko spiom i nic nie robiom... tak wiec uwazaj

swoja droga dla zabawy zaczalem pracowac na etacie w pegeerze czyli w szpitalu. Burdel tak ogromny ze biurwy nie sa w stanie upilnowac swoich bialych murzynow i srednio dziennie pracuje 20 minut efektywnie, siedzac od 07 do 18:30.

Nic śmiesznego. pisze...

Podziwiam humorystyczne podejście - mnie pewnie szlag by trafił i spłodziłbym soczyste pismo do dyrekcji tego tureckiego burdelu dla niepoznaki zwanego szpitalem.

bazanciarnia pisze...

Tragedia, akurat sprzętu to powinno w szpitalu być po uszy, a nie, że trzeba szukać i się prosić.

Anonimowy pisze...

U mnie na odd Pulmonologii jest pęseta. Nie korzystałem ale widziałem w gabinecie zabiegowym jest porządna metalowa pinceta ☺