piątek, 19 stycznia 2018

Ból

Mój kurwidołek - znaczy się szpital macierzysty, stara się o akredytację jako "szpital bez bólu" i dlatego wykupił wszystkim kody do kursu o leczeniu bólu. IMO pomysł fajny i kurs chętnie zrobię, ale większość lekarzy już wykombinowała, jak tu ten straszny obowiązek obejść.

Trochę to przykre na oddziale, gdzie ma się do dyspozycji jedynie paracetamol, ketonal, morfinę i fentanyl w plastrach, a jak się chce zlecić coś innego (a już nie daj boże jakiś koanalgetyk, jak gabapentyna czy duloksetyna) to wielkie oburzenie, że co to i nie ma.

W najlepszej sytuacji bólowej są u nas paradoksalnie chorzy onkologiczni, bo oni mają w pudełeczkach swoje leki przeciwbólowe, które przynoszą na oddział i dostają jako "lek własny pacjenta".

A ja wróciłam dzisiaj z drugiego w tym roku dyżuru. Jakoś przetrwałam, pacjenci też :D

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Drogi taki kurs? :)

Kaffe med mjölk pisze...

120zł bodajże, ale my mamy for free :)