piątek, 2 grudnia 2016

Śmietnik medycyny okiem dyżurującego rezydenta :D

Witajcie w grudniu ;) Ze względu na maraton dyżurowy nie dałam rady napisać niczego sensownego przez jakiś czas... Ale nieważne, już piszę ;p 

A nazbierało mi się kilka szpitalnych historyjek :D

Historyjka pierwsza: byłam na sekcji zwłok i widziałam ropsko wylewające się z płuc. Otóż, w piątek po południu dostaję info z OIOMu, że mają dla mnie "na doleczenie" pacjentkę z zapaleniem płuc. No dobrze, nie pierwsze zapalenie płuc i nie ostatnie. Wjeżdża pacjentka bez kontaktu, bez ciśnienia, na pompie z noradrenaliną, z gronkowcem w płucach. Okazuje się, że pani przyjechała do szpitala nie wiadomo, dlaczego, zatrzymała się krążeniowo nie wiadomo, dlaczego, trafiła na OIOM, gdzie ją zarurowali, potem odrurowali i dali do nas. Jak kończyłam dyżur w sobotę rano, pani była marna, potem zagorączkowała do 40st, jak przyszłam w niedzielę rano, to znaleźli ją ewidentnie martwą. Za zgodą ordynator poszła na sekcję. Wnioski: ropa w płucach i najpewniej sepsa.

Historyjka druga: przyjmowałam kiedyś pięćdziesięcioletniego pana z obrzękami kończyn. Nie podobały mi się te jego nogi, więc poszły dopplery i inne bajery, potem miał echo - nic. Koleżanka zleciła mu TK brzucha i klatki - "jedyne", co znaleźli, to marska wątroba. Po dwóch tygodniach pan leży, bez wątroby, bez nerek w przebiegu zespołu wątrobowo-nerkowego, dializowany, bez krzepnięcia - przez dwa dni lało mu się z cewnika dializacyjnego i na dyżurze toczyłam mu krew i osocze, bez kontaktu, w śpiączce wątrobowej.

Historyjka trzecia: dyżur, dochodzi północ, w systemie wskakuje mi pacjent z SOR - niewydolność serca, jakaś tam duszność, nic poza tym. Ok. Pacjent przyjeżdża, idę go zobaczyć: siedzi, dusi się tak, że ledwo dycha, zalany, ciśnienie ledwo co. Patrzę, ani rentgena, ani gazometrii z SOR. Wzywam technika RTG, żeby zrobił przyłóżkowy - wychodzi obrzęk płuc. Całą noc skarmiam pacjenta lekami, bo anestezjolodzy nie chcą, bo za dobry na rurę, kardiolodzy nie chcą, bo przecież Furosemid możemy podać my :v Pacjent przeżył, ba, żyje do dziś xD

Historyjka czwarta: koleżanka zdaje mi raport na dyżur: ma ciężkiego pacjenta z kreatyniną ponad 10, nie sika mimo 3 litrów płynów. W USG wodonercze, urolodzy kazali zacewnikować (chuj, że zacewnikowany trzy dni wcześniej). Każe pilnować, w razie czego zlecić USG i wołać dializy. Pacjent się pogarsza, spada ilość moczu, rośnie potas. Zlecam USG, piszę konsultację do stacji dializ. W USG narastanie wodonercza, dializowiec dzwoni, że bez sensu dializować, że lepiej urolog, bo przecież to zanerkowe. Rozmawiamy z urolog dyżurną: no w sumie fajnie by było odbarczyć drogi moczowe, ale oni mają tylko jeden zestaw na oddziale do odbarczania i się zmarnuje, a na nefrostomię go mogą wziąć, ale mają dużo planówek i nie ma miejsca w grafiku :D Jak go odbarczyli we wtorek, to od tej pory sika po 9 litrów na dobę. 

I historyjka piąta: ginekologia wzywa mnie na konsultację. Pacjentka z rozchwianą cukrzycą i kreatyniną 5. Idę do pielęgniarek, żeby pokazały zlecenia. Patrzę w kartę zleceń, a tam tylko Ketonal. A gdzie reszta leków? No nikt nie wie, co pacjentka bierze za leki, bo u nich pacjenci biorą sami to, co mają :v Oczywiście pacjentka milion leków, z których połowę wyjebałam, bo psują nerki. Włączyłam insulinę w małej dawce i kazałam mierzyć cukry. Pytam, czy ktoś w ogóle te cukry ogląda. Nie xD Ja rozumiem, że zabiegowcy, to się lekami nie zajmują, ale nasi ginekolodzy 90% rzeczy, które im wysyłamy nie operują, bo referencyjność, to ja nie wiem, co oni tam robią ;p Chyba poza piciem kawy generalnie nic. Bo papiery robią stażyści oczywiście.

Generalnie wszystko ma na każdym zewnętrznym papierze "leczenie w O/Wewn", bo tu najlepiej. Na oddziale, gdzie nawet nie mamy monitora (był kiedyś reanimacyjny, ale... nie pasowały kable xD), pompy musimy pożyczać, a pacjenta raz na pól godziny ogląda pielęgniarka, bo są trzy na 50 łóżek. I rozumiem, że inne oddzialy spychają, w końcu ciężkiego, gorzej płatnego pacjenta najłatwiej wcisnąć na internę, tu się nie spieram. Ale nawet interniści tu pracujący wpychają nam takich np. z monitorowanego, zaopatrzonego reanimacyjnie SORu, bo przecież hurr durr najlepiej na internie xD

Ale długi post wyszedł, chyba najdłuższy w karierze bloga :D Ot refleksje z zapyziałej interny w środku Gdańska :D

niedziela, 20 listopada 2016

Narybek

Pojechałam na weekend na wieś odpocząć i przywiozłam, jak zwykle, słoik z dobrym, swojskim jadłem ;) Tym razem gulasz z podrobów.

Przyszedł do nas świeży narybek w postaci rezydenta. Na razie narybek ma za zadanie pisanie obserwacji i umawianie badań radiologicznych, ale pewnie niedługo dostanie swojego pierwszego chorego :) Tak było i ze mną.

Nowy rezydent już się zresztą zdołał wykazać przynosząc wszystkim pyszny sernik :D Natchnęło go przyniesione przeze mnie rocznicowe ciacho.

Z powodu remontu sąsiedniego oddziału, zlądowali na naszym liczni rezydenci, którzy tam pracowali. Wymieniają się między oddziałami, przychodząc do nas i odchodząc, przejmując też część naszych pacjentów, co ułatwia nam bardzo pracę :) Bardzo mili ludzie, starsi ode mnie stażem pracy, więc można się podpytać o różne rzeczy. Jeden z nich zdaje na wiosnę PES i w stresie się przygotowuje :D Z tego powodu dostaje mniej pacjentów, głównie planówki, które zajmują mniej czasu.

A ja powoli szykuję ekipę do wypadu na Jarmark Bożoarodzeniowy :)

środa, 16 listopada 2016

Ciasto i apokalipsa

Nie zdążyłam jeszcze zapomnieć studenckiej apokalipsy, jaka działa się przy zapisach na fakultety, a już doświadczyłam kolejnej - przy zapisie na kursy specjalizacyjne. W tym roku dostałam się na trzy z trzynastu do zrobienia w ciągu trzech lat. Teraz udało mi się zapisać na pięć, ale jeszcze nie wszystkie pojawiły się na stronie, to może złapię więcej. Najgorzej, że o ostatecznym zakwalifikowaniu się na takowy kurs dowiadujemy się miesiąc-dwa przed kursem, więc załatwianie noclegu i urlopu przebiega trochę na gwałt :D Przynajmniej kursy są darmowe, a i z ludźmi na piwko się można spotkać z różnych miast ;)

Jakoś zimą 2015/16 zapisałam się na jakąś małą, darmową konferencję. Niedługo później na stronie wyświetlili info, że konferencji jednak nie będzie, bo coś tam, że może kiedyś. Olałam to, w końcu nie pierwsza konfa i nie ostatnia. Dziś dostałam maila, że oto konferencja w grudniu (rok później) ;) się odbędzie i mam się na niej stawić :D

W ogóle w szpitalu remont na sąsiednim oddziale, kurz, pył, wiercenie, głośna muzyka i ogólnie hekatomba.

A dziś minął równo rok od rozpoczęcia specjalizacji :D Kupiłam oddziałowi ciasto ;)

środa, 9 listopada 2016

Bułka

Jako najmłodsza na oddziale (z dyżurujących, bo moje dwie koleżanki z roku nie dyżurują) obstawiam różne newralgiczne terminy typu długie weekendy ;) Tak więc w listopadzie mam maraton. Przynajmniej lepiej płacą :D Następny: 11 listopada ;p

Przyszła dziś jakaś firma farmaceutyczna reklamować leki. Nie było mnie na tym "wykładzie", gdyż badałam pacjenta przed badaniem, więc ominęła mnie ta wątpliwa, studencka przyjemność, za to gdy wróciłam, na biurku leżał stos wymyślnych bułek i sałatek. Tak więc dziś obyło się bez obiadu ;) Nawet po południu podrzuciłam jedną bułę i sałatkę pani oddziałowej, która przyszła po coś do gabinetu i która potem przyznała mi się, że nie jadła śniadania :D

A ja już sobie szykuję mały urlopik :) A nawet dwa, ale jeden szkoleniowy, więc taki niepełny odpoczynkowo :D Ale co sobie pojadę, to moje, o!

poniedziałek, 31 października 2016

Krzepcy osiemdziesięciolatkowie

Spotkanie z rodzinką stanowczo uważam za udane. Wynikiem jest na przykład zapełnienie mojej lodówki produktami, z których upichcę mojemu braciszkowi-studenciakowi obiadek w przyszły weekend :D

Dziś halloween. Ja sama nigdy nie obchodziłam, bo "za moich czasów" nie było jeszcze tej mody, ale nie mam nic przeciwko dzieciakom łażącym po domach. Dorośli? Tu się można zastanawiać - nowe czy tradycja. Przecież w końcu mamy polskie święto, to je zawsze świętowałam i świętuję do dzisiaj. Ale dzieci? Dzieci nie lubią smutnych jak pizda świąt, gdzie marznie się na listopadowym wietrze na cmentarzu. To zostawmy dorosłym. Dzieci niech się bawią ;)

W robocie jakoś się toczy. Mam trzydziestolatka z marnym kontaktem, z rozpadającą się poalkoholowo wątrobą. Ale mam też wesołą osiemdziesięciolatkę, która rwie się do domu ;) Tu można się przekonać, ile woli życia mają czasem starsi ludzie :) Aż się chętniej ustpuje miejsca w tramwaju :D

A jutro wolne! Zapasy poczynione, w końcu i sklepy mają wakacje. A ja mam się zamiar po prostu wyspać ;)

środa, 26 października 2016

Nie chorujcie!

Dzisiaj trochę przypracoholikowałam w robocie, bo wyszłam o wpół do piątej, ale dzięki temu ominęłam popołudniowe korki ;) W domu i tak byłam o ósmej, ale to inna historia.  W samej robocie był dzień EKG - sami kardiologiczni pacjenci i moja szefowa, kardiolog, kazała mi interpretować szlaczki :D

A na poniedziałkowy dyżur zamiast standardowego włoskiego jedzenia (nie tylko pizzy!) zamówiłam sobie po raz pierwszy sushi. Przynajmniej się nie obżarłam i nie musiałam podkradać oddziałowego Controlocu, co mi się raz zdarzyło ;)

Na oddział mieli przyjść jakiś czas temu nowi rezydenci, ale na razie ani widu, ani słychu o nich. Pewnie jeszcze się rekrutują. Moje dwie towarzyszki niedoli odchodzą na wiosnę robić staże, mnie też pewnie będzie mało na oddziale, więc świeża krew się przyda. Już teraz jest problem z grafikami.

A na oddziale po drugiej stronie korytarza remont: pył się sypie, tumany kurzu, kurwy latają, prąd siada... Nie chorujcie, kochani, nie chorujcie... :D

sobota, 22 października 2016

Berlin 2

Żeby nie było, że ciągle o pracy piszę, parę fotek z urlopu :)
Oczywiście jakość lvl 99, bo telefonem, ale chyba widać :D