poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dwa tygodnie bez..

Uff minęła niedziela. Ostatni dyżur w tym miesiącu - i to niedzielny, a więc 24 godziny samej jak palec w smutnej jak pizda dyżurce. Oddział na szczęście w miarę ogarnięty, po tym jak najcięższego pacjenta w piątek (też na dyżurze) po reanimacji wyekspediowałam na Intensywną Terapię. Dużą jęczenia, duszenia, krztuszenia, ale bez umierania.

Nawet dzwony kościelne - typowe w niedziele, o kościół obok - przypominały mi, że niektórzy idą sobie się teraz modlić, czyli pewnie spędzają czas weselej niż ja :D Co kto lubi :D

Ale przeżyłam i teraz mam dwa tygodnie wolnego :) Trzy dni wolnego to kurs z prawa medycznego niestety, ale cóż, lepsze to niż dogorywanie po nocach na dyżurach.

A teraz - piwko malinowe, dorsz zasmażany i ser z bazylią i pomidorami :D

sobota, 12 sierpnia 2017

Afera szpitalna z biedą w tle

Dyżur. Pacjenci ogarnięci, ale dużo mniejszych rzeczy do roboty. Siedzę w dyżurce i robię papiery. Nagle kroki i łomotanie do drzwi. Zastanawiając się, czy reanimacja już, czy za chwilę, lecę otworzyć.

- Pani doktor! Pacjentka ma... KLESZCZA!

Uff... Kleszcz jak kleszcz, idę zobaczyć. Przed drzwiami do sali czeka przerażona rodzina :D No jest, mały skurwiel, jeszcze nie jakoś wyjątkowo opity, ale w takim miejscu, że zauważony dopiero teraz. Rodzina twierdzi, że wizyta w lesie była tydzień temu. No cóż, trzeba wyciągnąć.

Proszę pielęgniarki o pęsetę. A pęsety... nie ma. Oddział nie posiada takiego specjalistycznego sprzętu. Panie pielęgniarki szukają przez chwilę, ale bezskutecznie. Podpowiadają mi, by zadzwonić na SOR.

Na SOR "czerwonym" rozmawiam z jakimś panem, który moje poszukiwania wyśmiał, bo przecież po co im pęseta. Nic innego do kleszczy nie ma, bo oni takimi rzeczami się nie zajmują. Ale mam dzwonić na SOR chirurgiczny. W sumie racja.

Na SOR chirurgicznym o pęsetach już dawno nie słyszeli, a nic innego do usuwania kleszczy nie posiadają. Zrozpaczony chirurg żali się, że nie mają już żadnych narzędzi, tylko plastikowe zestawy, a tam czasem pęseta jest, ale gruba, niewygodna i się nie nadaje. Najlepiej, żebym zadzwoniła na Oddział Chirurgiczny.

Na oddziale odbiera pani pielęgniarka, uprzejma, ale stanowcza. Pęset nie ma. W ogóle co za pomysł. Ale jeszcze sprawdzi. W słuchawce telefonu słyszę hałasy, przewalane pudła i papiery. Jest! Jest pęseta, ale to ich jedyna (!), wielorazowego użytku, świeżo po sterylizacji, zaksięgowana, spisana do księgi. Może mi ją ewentualnie pożyczyć, ale tylko na rewers i ma być zwrócona tego samego dnia.

Piszę na jakiejś karteczce rewers, podbijam, kulająca się ze śmiechu opiekunka medyczna idzie na Chirurgię i przynosi drogocenny sprzęt. Wyciągam kleszcza, który raźno chodzi sobie po opakowaniu i szuka następnej ofiary, potem zostaje komisyjnie zamordowany i usunięty. Pęseta wraca na Chirurgię cała i zdrowa.

Pacjentka też cała. I ja cała, ale psychicznie pokiereszowana :D Bieda.

środa, 9 sierpnia 2017

Niczym pacjent

Kardio zaszalała.

Czymś się strułam ostatnio, podejrzewam marynowane warzywa w indyjskiej knajpie :D i już umierająca poszłam na dyżur. Do północy było w miarę, ale potem rzygałam jak kot w naszym lekarskim kibelku... Na szczęście dyżur był spokojny i mogłam dogorywać bez przeszkód ;p

Chorować na dyżurze to "szewc bez butów chodzi lvl Master"

A jutro ostatnie podrygi na kardiololo. Jeszcze dwa tygodnie. Potem zaprasza Wielka Klinika :D Ciekawe jak będzie.

Napisałabym, jakiego fajnego lumpexaa odkryłam na osiedlu, ale zaraz będzie, że rezydenci tacy biedni, bo w lumpexach kupują xD

piątek, 4 sierpnia 2017

Męczypała, jęczypała, Kraków

Wymęczyli mnie trochę w robocie ostatnio, czekam więc na efekty w postaci pensji. Mam nadzieję, że nie zawiodą moich oczekiwań :v

Dawno żadnej firmy farmaceutycznej nie było na oddziale, więc jedzenia i ciast nie przynoszą. Szkoda. Dzięki tym wszystkim sałatkom i kanapeczkom jadłam zdrowiej niż żywiąc się na własną rękę...

Zapisałam się za to na konferencję. W Krakowie. I dostałam się na kurs specjalizacyjny. W Krakowie. Dobrze, że mam znajomych do umilania czasu - w Krakowie. Ale lubię Kraków, hotelik mam przy samym rynku prawie, pociąg jedzie pięć godzin, a nie dziesięć, więc zapowiada się przyjemnie.

Z mojego internistycznego kurwidołka zwiała jedna specjalistka i zatrudniła się na specjalistycznym oddziale (miała nadspecjalizację). I tak zastanawiam się, jak ona wytrzymała tam tak długo xD Mi zostały jeszcze ponad trzy lata, ale jako że mnie raczej tam nie ma niż jestem, to jest całkiem przyjemnie.

czwartek, 27 lipca 2017

SOR SORUŚ SORUNIO

Dziś ja, biedna rezydentka po półtora roku specjalizacji, powoli kończę swój pierwszy dyżur na SOR. I wiecie co? Było całkiem przyzwoicie. No wiadomo, wolałabym spać sobie teraz we własnym łóżku zamiast siedzieć w gabinecie internisty (hehe ale ze mnie internista...) i pisać notkę na bloga, ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;)

Było jak dla mnie dużo fajniej niż na dyżurze na oddziale. Z różnych powodów, ale głównie dlatego, że człowiek na SOR zapierdziela przez większość czasu z przerwami na krótki odpoczynek (i robienie papierów) i po prostu nie ma czasu nudzić się i cierpieć. Brzmi jak syndrom sztokholmski, co nie? :D

Ale wreszcie znalazłam robotę, którą lubię. SOR internistyczny. Tłumy bólów brzucha, ucisków w klatce piersiowej, wysypek, obrzęków. Taki niby-POZ, a to w POZ chcę kiedyś pracować. Rozmowy z pacjentami, szybkie badanie, "o Boże nie wiem, co pacjentowi jest, tabula rasa", za chwilę "zlecę pani badania krwi, rentgen, dam kroplówki". I ostatecznie diagnoza ;)

A pacjenci są tak stłamszeni tym burdelem, który tu ma miejsce, że nie krzyczą, tylko jęczą cicho, że chcą już stąd iść :D

Chętnie się zamienię oddział na SOR, bo w najbliższych tygodniach czeka mnie niemały maraton...

sobota, 22 lipca 2017

Ostatnia kardio-prosta

Jeszcze miesiąc kardiololo został. Trochę szkoda, bo naprawdę przyjemnie się pracuje. Zespół zgrany, praca ciekawa, pacjenci mało narzekają ;) czasem wpadają stażyści, studenci, a ostatnio nawet inna rezydentka :) Nie jest to taka Praca Idealna jak reumaty, ale na ideały rzadko się trafia.

Ale i trochę czekam na następne staże, w końcu zawsze coś nowego. Zostało mi jeszcze tego sporo.

Rodzice na wakacjach. Trochę smutam, bo moje wakacje dopiero we wrześniu, ale cóż, niecierpliwe oczekiwanie też ma swój urok :D Tylko te SMSy o ładnych górach, ślicznych miasteczkach i małych kawiarenkach trochę dobijają ;)

Ja na razie mini wakacje weekendowe, jakieś samotne piwo pszeniczne, sery, spanie do południa :)

niedziela, 16 lipca 2017

Dyżury, domek, zez i inne takie

Jakieś przetasowania dyżurowe się szykują, bo szefowa ma plany i Kardio właśnie poprosiła o zamianę. Jako że mi zamiana ni ziębi, ni parzy, zgodziłam się. A może jeszcze ugrać mi się uda jeden dyżur mniej, to będzie super :)

Zauważyłam, że jak dużo pracy mam, dyżurów czy innego chujostwa, to zaczyna mi oko uciekać. Jednym słowem - zezuję. Zeza miałam operowanego ponad dwadzieścia lat temu, ale może przyda się jakaś nowa korekta. Zapisałam się do okulisty, ale termin mam na połowę 2018 :v peszek.

Na razie siedzę i kombinuję, jak tu znowu do domu pojechać. Rodzice się wybierają na wakacje, w końcu oni lekarzami nie są, to więcej hajsu mają niż ja xD A mi się marzy nastpny urlop dwa tygodnie na wsi. Ale nie chcę tak szybko brać, bo umowa o pracę przewiduje mi jeszcze 26 dni urlopu na ten rok, a nie chcę namarnować wszystkiego na raz.

Zobaczymy.

;*