sobota, 29 kwietnia 2017

Rozrywki

Piątek. Czternaście miejsc na oddziale i tylko sześć przyjęć na dyżurze. To może oznaczać tylko jedno: długi weekend.

Ja już z skończyłam swój weekendowy dyżur, teraz istnieję tylko ja, jedzenie, czerwone wino, czeluść internetu i znajomi na czacie. I telefon do mamy :D

I jeszcze mam książkę ciekawą, ale to zostawiłam sobie na wieczorny relaks :)

Generalnie nic się nie dzieje, ani afer na oddziale, ani problemów w domu, więc nawet nie mam o czym pisać tutaj. Pozdrowię Was tylko więc wszystkich w okazji świeckich, ale państwowych świąt i idę do swoich małych rozrywek ;*

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

SOR i przyjaciele

Ósma rano, wchodzę na odprawę. Kolega mówi, że mam salę trzynastą, a tam jest wolne miejsce, na które z SORu właśnie wjeżdża pacjent. Ok.

Patrzę do systemu: zaostrzenie POChP, pacjent dobry, super hiper, draśnięte troponiny, ale to nic (raz oznaczone). Były jakieś tam bóle w klatce, no ale takie se, a pacjent z dusznością. Ok...

Idę od razu, uciekam w odprawy. W poniedziałki i tak jest długa i nudna ;) Pacjent przyszedł w nocy, od wczoraj silny ból w klatce, minął dopiero po "jakichś lekach w zastrzykach." W EKG obniżenia ST, powiedzmy stacjonarne, jak określiła szefowa. Dorabiam markery sercowe i EKG. EKG mam za godzinę (dziś technikiem była pani nazywana przez pielęgniarki "Księżniczka" ;p), markery rosną. No zawał jak chuj. Pacjent idzie na Kardiologię. Ok...

Ja muszę robić wszystkie papiery przyjęciowe i wypisowe. Ok.

Na SOR idiotami nie są, potrafią rozpoznać zawał. Dlaczego od razu pacjent nie trafił stamtąd na Kardio, tylko po niecałych trzech godzinach o ósmej rano poszedł na Internę? Ktoś o to zapytał.

"Bo lekarz ratunkowy bał się kardiologów." Ok...

Tylko gdzie w tym wszystkim jest pacjent?

czwartek, 20 kwietnia 2017

Motylki

Jutro ostatni dzień reumatologii. Smutek.

Spodobało mi się raz, jak pacjentka reumatologiczna (po wielu latach leczenia, po różnych lekach, w tym biologicznych w programach lekowych) zbadana przez reumatolog i mnie przy okazji stwierdziła zachwycona, że nikt jej jeszcze całej nie zbadał ;) Czyżby badanie lekarskie odchodziło w zapomnienie? Ja też nie robię całego badania ze starych podręczników, cóż, ale jak już się wali leczenie z grubej rury (a pacjentka ma powikłania tego leczenia do tego) to wypadałoby chociaż do tych gaci rozebrać :D Ale reumatolodzy to i tak inne klimaty badania, to oglądanie każdego najmniejszego stawiku... :D

No i to, że jest czas sobie kawkę zaparzyć, a nie ukradkiem przed szefową wypijać ;)

W ogóle tam to inna atmosfera, jacyś ludzie mili, przyjemnie, czasem się i porozmawia o czymś innym niż wytyczne, nie obgadują się ostentacyjnie i w ogóle motylki latają i jednorożce z szaf się wychylają.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Święta, święta Wielkiej Nocy

Wszystkim Wam, kochani czytelnicy, życzę cudownych świąt Wielkanocnych, zarówno dzisiaj, jak i jutro. Mimo, że już po śniadaniu, wcinaniu jajek i żurku oraz święconych kiełbasek :D Te święta są mniej skomercjalizowane niż Boże Narodzenie, więc większa szansa na rodzinną, a dla wierzących bardzo podniosłą atmosferę. W końcu najważniejsze święto katolickie w roku :)

Ja jajek nie święciłam, wczoraj dyżur, dziś sen. Przynajmniej oddział spokojny.

Rodzinka pojechała do babci standardowo, pierwszy rok beze mnie. Trochę mi smutno, wiadomo, w końcu spory Clostridium difficile i rotawirusy to nie jest najlepsze towarzystwo do kontemplacji.

A jutro oczywiście dyżur, w końcu dobrze mi za niego zapłacą ;) Jak szefostwo pytało, czy się zgadzam na taką mordęgę, to stwierdziłam: "dlaczego nie", teraz trochę mnie dekompensuje własna głupota :D

Za to majówka będzie luźna.

Pozdrawiam i jeszcze raz - miłych świąt :)

środa, 12 kwietnia 2017

Pochwalić pacjenta

Dalej ciągnę reumatki, ale z przerwami na dyżury. A raczej na zejścia ;) Zejście z dyżuru, czyli to, że płacą mi za spanie, to największa zaleta dyżurowania (w sumie poza hajsem chyba jedyna).

A po ostatnim dyżurze (i po odespaniu) machnęłam się nawet na jedno spotkanie konferencjopodobne. Głównie chodziło oczywiście o reklamy leków, dlatego darmowe, ale były też wykłady, które już dziś wykorzystałam do pochwalenia pacjenta za słuchanie zaleceń :D

W ogóle pacjenci albo mają beznadziejne wyniki czy np. ciśnienie tętnicze, olewają to, albo mają ładne, bo biorą leki, a jak się im o tym powie, to tak się rozpromieniają, że aż serce rośnie :D

środa, 5 kwietnia 2017

Reumatologia

Dziś przeżyłam ciekawą rozmowę z pacjentką. Na razie (trzeci dzień pracy na Reumatach) nie badam jeszcze sama pacjentek, ale akurat miałam godzinkę wolnego, to postanowiłam zebrać wywiad z panią obciążoną onkologicznie - nowotwór złośliwy leczony dziesięć lat temu.

Musiałam znaleźć cichy kącik na oddziale, którego nie znam, a który jest trochę labiryntem, ale wyhaczyłam śliczną salkę ze stolikiem ;D

Rozmowa okazała się być bardzo pouczająca i... nieco filozoficzna ;) Dobrze spędzony czas.

W ogóle to reumatolodzy chyba już mnie nawet trochę polubili, bo dali mi dziś dostęp do oddziałowej kawy i mleka ;) Inny komfort pracy ;) Są mili, weseli, nie ma atmosfery zatęchłego groby i obgadywania człowieka, gdy tylko się odwróci. Jest jakoś tak... inaczej.

I nic dziwnego, że mamy tu kogoś, kto uciekł z mojego szpitala :D Uciekł mimo mniejszych zarobków, widać nie kasa jest najważniejsza (ale nie żeby tutaj biedował oczywiście ;p).


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Cieplutko

No więc piszę.

Tak, jak obiecałam niedawno (prywatnie) wracam na bloga, żeby nie było kolejnej rocznej przerwy ;) Ta była akceptowalna na razie.

Obecnie czynię staż zewnętrzny, tym razem padło na reumatologię. Nawet chcą mnie tu czegoś nauczyć! Zajęcia tutaj ze studiów pamiętam jako ciekawe, ale mieliśmy je porozsypywane po różnych reumatologiach w Trójmieście, więc... było krótko.

Nie ma kawy niestety dostępnej, tylko taka z automatu. Ciężko.

Miałam też już w tym czasie zwolnienie lekarskie, potem nieprzewidziany urlop, potem drugi urlop. Szczęście, że zostało mi sporo zaległego z zeszłego roku ;)

Ogólnie naskrobię coś reumatologicznego, jak już się wdrożę. Na razie z ciekawostek był pan z rozharatanym RZS-em kręgosłupem, który generalnie powinien co najmniej nie chodzić, a zaiwania po oddziale i jeszcze krzyczy na ludzi (na jego miejscu też bym krzyczała).

Pozdrawiam cieplutko!