sobota, 18 listopada 2017

Edukacja

Wczoraj porą późną, jak to na piątkowy wieczór przystało, poszłam edukować się w zakresie chorób tarczycy. Taka mini-konfa na zadupiu :D Prelekcja miała zakończyć się kolacją, co na celu miało skłonienie ludzi do siedzenia tam mimo "piątek-weekendu-początek". Kolacja była taka sobie, za to polali bardzo smaczne czerwone wino. Byłyśmy tam we cztery, w tym dwie dziewczyny-kierowcy. Jedna i tak w ciąży, więc bezalkoholowa, druga nie piła, bo prowadziła - i cierpiała :D

Całość organizowała firma robiąca leki tarczycowe, więc zaczęło się reklamą, ale na szczęście same wykłady były merytorycznie nienaganne i bez nachalnego wciskania tabletek ;)

Za to za tydzień duża konferencja w Krakowie, na którą jedziemy z ekipą, nawet wynajęłyśmy sobie apartament, który nas wszystkie pomieści :D Szefowe trochę płaczą, bo w piątek mniej osób do pracy, ale urlop podpisały ;p

niedziela, 12 listopada 2017

Jak zwykle i jak co roku

Kardio popijała sobie zimne piwko, słuchając morza na rozgrzanej słońcem plaży. Ta, jasne. Myślałam dziś o wypadzie na plażę, ale tak piździło wiało i padało, że mi się odechciało :D

Zamiast zimnego piwka raczej grzaniec by się przydał. Ale myślę, że do grzańców już niedaleko, bo w Galerii Bałtyckiej choinki z bombkami już stoją. Jedno trzeba sklepom oddać: poczekali ze świętowaniem Bożego Narodzenia chociaż do Święta Niepodległości :v

W robocie oczywiście afera, bo ważni, szarzy panowie zorientowali się, że lekarze pracują od ósmej rano, a nie od siódmej. I teraz jest zarządzenie, że wszyscy na siódmą mają się stawiać, jakieś kontrole smutnych pań z kadr i takie tam. Nasza szefowa wywalczyła dla nas siódmą trzydzieści, więc jest lepiej. Ale dzieciate mamy i tak piszą jakieś pisma, że na ósmą.

Burdel jak zwykle :D


środa, 8 listopada 2017

Interna, internusia, SOR

Na trzy tygodnie powróciłam na łono interny, czyli na swój macierzysty oddział. Miałam miesiąc dziury między stażami, ale ze względu na potoki smarków poobijałam się kilka dni na zwolnieniu. Wczoraj odpoczywałam po dyżurze, a dzisiaj wczesnym świtem zawitałam do gabinetu, ku ogólnej uciesze personelu, bo im więcej rąk do pracy, tym mniej pacjentów na osobę :)

Oczywiście żeby nie było zbyt różowo, wśród moich pacjentów znalazła się cała sala reżimowa, czyli sraczki :D Prowadzenie sali z Clostridium difficile nie jest takie złe, ale ma jedną wadę: trzeba co jakiś czas żebrać u mikrobiologów o wankomycynę, czyli antybiotyk reglamentowany i wydawany dla konkretnego pacjenta. Wiąże się to z ulubioną czynnością wszystkich internistów, czyli pisaniem papierów. Na szczęście jeszcze mamy zapas ;p

A z serii przygody na SOR, gdzie dzisiaj dyżurowała koleżanka: przychodzi pacjent ze skierowaniem do szpitala z przychodni. Na skierowaniu enigmatyczne pogorszenie stanu ogólnego, osłabienie i takie tam. Pacjent nie wie, dlaczego właściwie przyszedł. Ma prawo nie pamiętać, bo skierowanie jest z roku 2013.

XD


wtorek, 31 października 2017

Dzień Wszystkich Świętych, Halloween, Dziady, katar

Oskubuję pracodawcę z hajsu, obijając się w domu zamiast pracować. Wprawdzie tylko na osiemdziesiąt procent pensji i tylko przez dwa dni, ale w końcu rezydent to biedak i niewolnik :D Zachorowałam na pogromcę mężczyzn (jak widać też i kobiet), czyli katar.

Jako że jutrzejsze święto spędzam na dyżurze, to poświętować muszę dzisiaj. Na wizytę na grobach nie mam większych szans, bo najbliższy grób krewnego jest w sąsiednim województwie, więc musiałam postawić na zagraniczną tradycję i obejść dzisiejszy dzień duchów i potworów.

Za stara już jestem na cukierkowe żebry, więc jedynym moim świątecznym manifestem było zjedzenie zupy dyniowej, jako że dynia jest symbolem dzisiejszego dnia. Właściwie zjadłam akurat tę, bo w sklepie nie było mojej ulubionej pieczarkowej, ale jakąś filozofię trzeba sobie dorobić :D

Moja rodzima klinika gdańska wystosowała ostatnio pisemko do pielęgniarek razem z ich związkiem zawodowym zabraniające im brać udziału w protestach służby zdrowia, grożąc za "nielegalny protest" odpowiedzialnością zawodową i karną :D "Policja! Proszę przyjechać na fejsbuka!"

niedziela, 29 października 2017

Urlop, dyżury, protest

Rezydenci pracują, rezydenci protestują, a Kardio wzięła sobie wolny piątek i przyjechała na wieś do rodzinnego domu. Przyjechał też brat, więc jesteśmy w komplecie :)

Lekarskie wyżyny zalecają rezydentom rezygnację z dodatkowej pracy i nadliczbowych dyżurów. Ja nie muszę z bólem serca z niczego rezygnować, bo etat od początku specjalizacji mam jeden, dyżuruję wprawdzie z opt-outem, bo pięć czy sześć dyżurów miesięcznie, ale nie więcej. Ale mogę powiedzieć, że postępuję zgodnie z frontem protestu.

Także dziś mija ostatni (w tym urlopie) wieczór pogaduszek z mamą, z tatą szwędającym się po kuchni, z bratem chichoczącym na kanapie do filmików z głębin internetu, z kotami żebrzącymi o jedzenie, z piwkiem, z ugotowanym przez mamę obiadem. Jutro pociąg (miejsce mam przy oknie), kawa i książka na drogę, Gdańsk.

Jakimś zrządzeniem losu spędzę w domu dodatkową darmową godzinę z uwagi na zmianę czasu :D Za karę będę miała dyżur pierwszego listopada xD

piątek, 20 października 2017

The last day

Ostatni dzień na neurologii. Staż ten zapamiętam jako... zapierdol :) W przeciwieństwie do poprzednich oddziałów, na których byłam, tu leżeli chorzy więcej niż na jedną chorobę. Poza zdarzającymi się młodymi ludźmi z jakimś izolowanym zaburzeniem neurologicznym, badałam tu głównie starszych, schorowanych pacjentów po udarach. A jak ktoś ma udar, to często i nadciśnienie, i cukrzycę, i wieńcówkę, a i czasem po zawale jest.

Tak więc uczyłam się badać neurologicznie, ale i zajmowałam się obróbką internistyczną pacjentów, konsultacjami, oglądałam EKG i zalecałam leki na wypis. Chociaż neurolodzy to jak na razie najbardziej ogarnięta w internie grupa "wąskich" specjalistów, jaką spotkałam. Jeszcze może kardiolodzy dobrze się orientowali, ale tylko ci starsi, co musieli zrobić specjalizację pierwszego stopnia z interny, zanim zabrali się za kardio.

Pomijam fakt, że ja po dwóch latach specjalizacji sama jeszcze nie jestem do końca ogarnięta i trochę mnie mroziło czasem, jak mnie o coś pytali i ufali moim radom xD Na szczęście nikt z neurologów nie bulwersował się, jak w doborze leczenia wspomagałam się internetem :D

A dzisiaj nie mam dyżuru, jutro też nie mam dyżuru, więc friday night się szykuje. Znaczy się wirtualna biba w internecie z malinowym piwem :D

poniedziałek, 16 października 2017

Elementy kulinarne

Wiecie, co to jest hamburger? Dwie suche bułki dyżuru , a pomiędzy nimi soczysta wołowinka dnia wolnego. A BigMac? Dyżur, wolne, dyżur, wolne, dyżur. Cztery dyżury nie mają już chyba nazwy.

Ja mam teraz hamburgerka, wczoraj oddział, jutro SOR. Hamburger nie jest najgorszy, bo jest dzień na regenerację, a ja pracuję tylko na rezydenturze, więc mam zejścia. Ciągiem kilku dób nie robię.

Piję sobie piwko (bezalkoholowe), wcinam drobiowe serca. Sądząc po ostatnich komentarzach z sieci powinnam jeść kanapki na kawiorem, chociaż nie wiem, co w tym bulwersującego: chleb tani, kawior jak się poszuka idzie za kilka złotych dostać. Już dobra szynka jest droższa.

Dobrze, że telewizja moich zdjęć nie wystalkowała na fejsie, bo mam na jednym pizzę, którą jem. Kto wie, może to już burżua?