piątek, 8 września 2017

Spoko oko

Przez dwa tygodnie miałam spokój z dyżurami, jak jakiś czas temu pisałam (czego efektem były dwie wycieczki). Teraz trafiły mi się znowu "widełki" - dyżur, dzień przerwy, dyżur. Akurat jestem podczas dnia przerwy ;p

Odespałam konkretnie, chociaż sny miałam porąbane jak zwykle. Mam już Worek Świętego Mikołaja, czyli siatę z jedzeniem i... można świętować Dzień Bez Dyżuru :D

Byłam też niedawno u okulisty z moimi óczkami, mniej więcej sto pięćdziesiąt lat po ostatniej wizycie u okologa (w Toruniu jeszcze). Pani miła, ale siedziałam tam chyba godzinę :D Pacjenci w poczekalni nie lajkują :D

A tak tylko na marginesie, skończyłam dwadzieścia osiem lat wczoraj. Już prawie magiczna trzydziestka :D

sobota, 2 września 2017

Kardio w mieście królów

Wróciłam z Krakowa. Trzy dni edukowania się, trzy dni "wakacji". Hotel na samym Starym Mieście, więc po wizycie w knajpkach z krakowskimi (i nie tylko) znajomymi można było jeszcze zaprosić na afterka "do siebie" :)

Sam kurs też nie był zły. Nie takie prawo straszne, jak je malują, a raczej jak je sobie wyobrażałam. Nie znoszę paragrafów, ale że jednak w pracy i w życiu wypada je znać, to słuchałam dzielnie ;)

Było nawet zaliczenie :D

A na koniec, przed wyjazdem, zjadłam jeszcze dobrze przyrządzonego pstrąga i... jedną z najlepszych zup grzybowych ever :)

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Mazowsze ;)

Urlop spędziłam w większości w domu, jutro jadę do Krakowa. Jednak zdarzyła się nam jeszcze mała wycieczka - po Mazowszu. Zwiedziliśmy kilka wsi i miast, między innymi zatrzymaliśmy się w : Przasnyszu, Ciechanowie, Krasnem, Krasińcu, Makowie, Szczukach.

Przasnysz (tu spaliśmy w hotelu):





Krasiniec, Szczuki:





Krasne (cmentarz):



Maków:



I Ciechanów:





poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dwa tygodnie bez..

Uff minęła niedziela. Ostatni dyżur w tym miesiącu - i to niedzielny, a więc 24 godziny samej jak palec w smutnej jak pizda dyżurce. Oddział na szczęście w miarę ogarnięty, po tym jak najcięższego pacjenta w piątek (też na dyżurze) po reanimacji wyekspediowałam na Intensywną Terapię. Dużą jęczenia, duszenia, krztuszenia, ale bez umierania.

Nawet dzwony kościelne - typowe w niedziele, o kościół obok - przypominały mi, że niektórzy idą sobie się teraz modlić, czyli pewnie spędzają czas weselej niż ja :D Co kto lubi :D

Ale przeżyłam i teraz mam dwa tygodnie wolnego :) Trzy dni wolnego to kurs z prawa medycznego niestety, ale cóż, lepsze to niż dogorywanie po nocach na dyżurach.

A teraz - piwko malinowe, dorsz zasmażany i ser z bazylią i pomidorami :D

sobota, 12 sierpnia 2017

Afera szpitalna z biedą w tle

Dyżur. Pacjenci ogarnięci, ale dużo mniejszych rzeczy do roboty. Siedzę w dyżurce i robię papiery. Nagle kroki i łomotanie do drzwi. Zastanawiając się, czy reanimacja już, czy za chwilę, lecę otworzyć.

- Pani doktor! Pacjentka ma... KLESZCZA!

Uff... Kleszcz jak kleszcz, idę zobaczyć. Przed drzwiami do sali czeka przerażona rodzina :D No jest, mały skurwiel, jeszcze nie jakoś wyjątkowo opity, ale w takim miejscu, że zauważony dopiero teraz. Rodzina twierdzi, że wizyta w lesie była tydzień temu. No cóż, trzeba wyciągnąć.

Proszę pielęgniarki o pęsetę. A pęsety... nie ma. Oddział nie posiada takiego specjalistycznego sprzętu. Panie pielęgniarki szukają przez chwilę, ale bezskutecznie. Podpowiadają mi, by zadzwonić na SOR.

Na SOR "czerwonym" rozmawiam z jakimś panem, który moje poszukiwania wyśmiał, bo przecież po co im pęseta. Nic innego do kleszczy nie ma, bo oni takimi rzeczami się nie zajmują. Ale mam dzwonić na SOR chirurgiczny. W sumie racja.

Na SOR chirurgicznym o pęsetach już dawno nie słyszeli, a nic innego do usuwania kleszczy nie posiadają. Zrozpaczony chirurg żali się, że nie mają już żadnych narzędzi, tylko plastikowe zestawy, a tam czasem pęseta jest, ale gruba, niewygodna i się nie nadaje. Najlepiej, żebym zadzwoniła na Oddział Chirurgiczny.

Na oddziale odbiera pani pielęgniarka, uprzejma, ale stanowcza. Pęset nie ma. W ogóle co za pomysł. Ale jeszcze sprawdzi. W słuchawce telefonu słyszę hałasy, przewalane pudła i papiery. Jest! Jest pęseta, ale to ich jedyna (!), wielorazowego użytku, świeżo po sterylizacji, zaksięgowana, spisana do księgi. Może mi ją ewentualnie pożyczyć, ale tylko na rewers i ma być zwrócona tego samego dnia.

Piszę na jakiejś karteczce rewers, podbijam, kulająca się ze śmiechu opiekunka medyczna idzie na Chirurgię i przynosi drogocenny sprzęt. Wyciągam kleszcza, który raźno chodzi sobie po opakowaniu i szuka następnej ofiary, potem zostaje komisyjnie zamordowany i usunięty. Pęseta wraca na Chirurgię cała i zdrowa.

Pacjentka też cała. I ja cała, ale psychicznie pokiereszowana :D Bieda.

środa, 9 sierpnia 2017

Niczym pacjent

Kardio zaszalała.

Czymś się strułam ostatnio, podejrzewam marynowane warzywa w indyjskiej knajpie :D i już umierająca poszłam na dyżur. Do północy było w miarę, ale potem rzygałam jak kot w naszym lekarskim kibelku... Na szczęście dyżur był spokojny i mogłam dogorywać bez przeszkód ;p

Chorować na dyżurze to "szewc bez butów chodzi lvl Master"

A jutro ostatnie podrygi na kardiololo. Jeszcze dwa tygodnie. Potem zaprasza Wielka Klinika :D Ciekawe jak będzie.

Napisałabym, jakiego fajnego lumpexaa odkryłam na osiedlu, ale zaraz będzie, że rezydenci tacy biedni, bo w lumpexach kupują xD

piątek, 4 sierpnia 2017

Męczypała, jęczypała, Kraków

Wymęczyli mnie trochę w robocie ostatnio, czekam więc na efekty w postaci pensji. Mam nadzieję, że nie zawiodą moich oczekiwań :v

Dawno żadnej firmy farmaceutycznej nie było na oddziale, więc jedzenia i ciast nie przynoszą. Szkoda. Dzięki tym wszystkim sałatkom i kanapeczkom jadłam zdrowiej niż żywiąc się na własną rękę...

Zapisałam się za to na konferencję. W Krakowie. I dostałam się na kurs specjalizacyjny. W Krakowie. Dobrze, że mam znajomych do umilania czasu - w Krakowie. Ale lubię Kraków, hotelik mam przy samym rynku prawie, pociąg jedzie pięć godzin, a nie dziesięć, więc zapowiada się przyjemnie.

Z mojego internistycznego kurwidołka zwiała jedna specjalistka i zatrudniła się na specjalistycznym oddziale (miała nadspecjalizację). I tak zastanawiam się, jak ona wytrzymała tam tak długo xD Mi zostały jeszcze ponad trzy lata, ale jako że mnie raczej tam nie ma niż jestem, to jest całkiem przyjemnie.