wtorek, 20 lutego 2018

Kolejny dyżur w karierze Kardio

Poprzedni tydzień upłynął pod znakiem urlopów, wyjazdów i imprezowania, jednak wczoraj musiałam wrócić do szarej rzeczywistości i pognać na dyżur ;) Dzisiaj za to z powrotem radość, bo odsypianie.

Na dyżurze jak to na dyżurze, odliczałam godziny do wyjścia :D

Ze szpitalnych ciekawostek: opowiadałam kiedyś, że brakuje u nas przewlekle monitorów i nie ma jak monitorować ciężkich pacjentów. Teraz monitorów jest więcej i zazwyczaj starczy dla wszystkich ciężkich, ale oczywiście na moim dyżurze musieli przysłać tylu ciężkich, że ostatni monitor pożyczyłam z SOR (po długich walkach). Za to śmieszniejsza sytuacja była z reduktorami do tlenu, bo tu nigdzie nie chcieli pożyczyć i żeby dać jednemu nowemu, ciężkiemu musiałam po kryjomu zabrać komuś, kto się najmniej dusi :v

Bo co z tego, że sprzętu mamy coraz więcej, skoro nasz kochany SORuś, na którym zresztą sama też pracuję, wciska nam decyzją koordynatora coraz więcej dostawek i wszystkie same trzyosobowe mamy już z dostawionym czwartym łóżkiem. Na szczęście nadal istnieje zakaz kładzenia na korytarzu.

Na szczęście teraz siedzę w piżamie, zamawiam jedzenie z pyszne.pl i śmieję się z tego wszystkiego :D

piątek, 16 lutego 2018

Kobiety, wino i śpiew

Wróciłam z urlopu. Najbliższe dni upłyną pod znakiem kursu ze zdrowia publicznego. Wczoraj wynudziłam się okrutnie, dzisiaj było dużo lepiej, chociaż tematyka nie napawa optymizmem. Czuję się jak na studiach. 

Jutro wsiadam w pociąg i jadę bibkować do Poznania. Niestety wrócić muszę już w niedzielę, bo w poniedziałek dzień zacznę (i skończę) dyżurem. Bywa. Myślę, że gorączka sobotniej nocy ograniczy się do kilku piwek ze znajomymi, ale dla trzydziestoletniej starej baby to i tak dużo :D

W sklepie ostatnio znalazłam wino bezalkoholowe ;p To już level wyżej niż piwo bezalkoholowe. Kupiłam na spróbowanie, zobaczymy. 

Ale zanim zacznę jutrzejsze wojaże i trunki, czeka mnie jeszcze kilka godzin na cudownym, ciekawym kursie, więc trzymajcie kciuki, żebym nie umarła z nudów ;)

sobota, 10 lutego 2018

Urlopik

Wczoraj kimnęłam po dyżurze, wsiadłam w samochód z bratem i przyjechałam na wieś. Siedzę tu teraz z babcią, która dzierga dla braciątek czapki i sweterki :D Ja pilnuję kotów. Taki mały urlopik :)

Po urlopie ruszam z powrotem do Gdańska na kurs (długi), po drodze bibka w Poznaniu i dyżur, potem kilka dni na Internie, dyżur, a w marcu wracam na Klinikę i zaczynam staż z hematologii :) Oby było ciekawie.

A na deser:
"Wpuść mnie, niewolniku!" :D

sobota, 3 lutego 2018

Wolna sobota pod znakiem opierdalania

Jakaś przymulona dzisiaj się obudziłam, zmęczona i niedospana. I nie, nie byłam po dyżurze ;) Ale przypomniałam sobie, że przecież najpiękniejszy dzień tygodnia i poszłam spać dalej. Wstałam o karygodnej godzinie (bez wyrzutów sumienia).

Ale nawet zdążyłam w domu posprzątać trochę ;p

Ostatni tydzień Intensywnej Terapii przede mną. Będzie mało produktywny, bo w tym tygodniu mam też dwa dyżury, z czego jeden to SOR, a więc od rana. To mała kara za to, że ruszam na dłuuugi kurs, w czasie którego mam zamiar nieco odpocząć od codziennej bieganiny :D A i trzy dni urlopu, o których już pisałam :)

Po serii książek melancholijnych lub refleksyjnych przyszedł czas na sympatyczną powieść w idyllicznym niemieckim miasteczku. Z nutką romansu :D Tak akurat na wolne soboty :D

No i powrót do rzeczywistości: niestety rachunki trzeba opłacić ;p

sobota, 27 stycznia 2018

Styczeń luty marzec

Kończy się styczeń, a wraz ze styczniem styczniowe dyżury :) Wczorajszy dzisiaj odsypiałam.

Statystyki:
- pięć przyjęć, z czego jedno w dzień, cztery w nocy w przeciągu dwóch godzin :v Wina nie moja, tylko pacjentów, którzy zaczęli przyłazić na SOR wieczorem :D
- zero zgonów. Oddział nie był bardo ciężki, tylko jedna osoba na pompie, jedna monitorowana, poza tym nie najgorzej.
- sześć krwi to przetoczenia.
- kilka stówek do przodu na wódkę, żeby zapić dyżurowe stresy xD

A jutro rodzice wpadają, będzie zakupowa bibka. Właściwie wpadają przywieźć rzeczy bratu i przyszłym braciątkom, ale zakupy z córeczką też są przewidziane :)

W ogóle na dyżurze miałam luźne kilka chwil i poumawiałam się ze znajomymi na wyjścia i wyjazdy :D W końcu gdańska starówka czeka, a w marcu kursik w Warszawie, trzeba wykorzystać okazję :)

wtorek, 23 stycznia 2018

Staże, kursy i urlopy

Na oddziale, gdzie obecnie robię staż, stoi na szafce słoik podpisany "kawa sypana wspólna" :D Bardzo mnie to cieszy i nawet zdarza mi się korzystać z tego słoika. Mleko kupuję własne, bo głupio mi sępić od kogoś i wypijać trzy czwarte kubka do każdej kawy :v

Razem ze mną stażuje miła koleżanka, o której myślałam, że już dawno pożegnała się z rezydenturą, ale jak się okazało - urodziła córeczkę :) Takie spotkanie po latach. Właściwie jestem jedyną rezydentką na Internie, która ją pamięta :D

Wpadł mi do głowy fajny pomysł na urlop w lutym, ale muszę komuś sprzedać jeden dyżur. Może koleżanka się zamieni, ja wezmę za nią w późniejszym terminie. Jakoś dam radę. Potem będę miała długi, acz bardzo ciekawy kurs ze zdrowia publicznego :D Kosmos.

A dłuższy urlopik planuję na kwiecień, taki z wakacjami, nawet zgłosiłam wstępnie szefowej i nie wyraziła zastrzeżeń. Tata czeka na oferty last minute ;)

piątek, 19 stycznia 2018

Ból

Mój kurwidołek - znaczy się szpital macierzysty, stara się o akredytację jako "szpital bez bólu" i dlatego wykupił wszystkim kody do kursu o leczeniu bólu. IMO pomysł fajny i kurs chętnie zrobię, ale większość lekarzy już wykombinowała, jak tu ten straszny obowiązek obejść.

Trochę to przykre na oddziale, gdzie ma się do dyspozycji jedynie paracetamol, ketonal, morfinę i fentanyl w plastrach, a jak się chce zlecić coś innego (a już nie daj boże jakiś koanalgetyk, jak gabapentyna czy duloksetyna) to wielkie oburzenie, że co to i nie ma.

W najlepszej sytuacji bólowej są u nas paradoksalnie chorzy onkologiczni, bo oni mają w pudełeczkach swoje leki przeciwbólowe, które przynoszą na oddział i dostają jako "lek własny pacjenta".

A ja wróciłam dzisiaj z drugiego w tym roku dyżuru. Jakoś przetrwałam, pacjenci też :D