Ogłaszam wszem i wobec, że farma jest bardziej strawna przy słitaśnych świątecznych przebojach i kisielu malinowo-limonkowym z melisą (!!!) Tak, robią taki ;p
Z nadmiaru energii poleciałam dziś na główny z buta, żeby kupić bilet na jutro (niestety wyjazd do domku tylko na jeden dzień, potem wielki powrót do Gda w celu napisania farmo-kółka...)
Nawet pani z kasy była dziś wyjątkowo ogarnięta ^^
niedziela, 18 grudnia 2011
czwartek, 15 grudnia 2011
Patolodżi znów
Pato-horrory zaczynają wyglądać jak pato-komedia ;p
Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta...
Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Pato-horrory
Zaczął się blok z patomorfy i na wejście postraszyli nas wejściówkami w ramach kary za brak aktywności i ogólną senność na seminarium, jak również odwiedzinami profesora, który pyta, wyrzuca ludzi i ogólnie strach i groza (to akurat opowieści studentów).
Blok jak na razie podoba mia się z jednego powodu: zajęcia są tylko przez trzy dni w tygodniu :p
Z ciekawostek: druga wydrukowana :p prezentacja z pediatrii została nam przekazana ostatniego dnia zajęć, w ramach rekompensaty za nieobecność asystenta prowadzącego seminarium. I jak została przekazana, tak zniknęła... ;]
Blok jak na razie podoba mia się z jednego powodu: zajęcia są tylko przez trzy dni w tygodniu :p
Z ciekawostek: druga wydrukowana :p prezentacja z pediatrii została nam przekazana ostatniego dnia zajęć, w ramach rekompensaty za nieobecność asystenta prowadzącego seminarium. I jak została przekazana, tak zniknęła... ;]
czwartek, 8 grudnia 2011
Prezentacja
Dlaczego gdy w mojej głowie zaczyna powoli i niezdarnie kiełkować myśl, że pediatria nie jest może taka zła, zawsze pojawia się jakiś pediatra, który pyta o dawkowanie witaminy D i zabija brutalnie tę myśl?...
Seminarium. Pytamy się, czy możemy sobie zgrać prezentację na pendrive'a. Nie. Nie, bo rozpowszechnimy ją wśród grup, które jeszcze nie miały zajęć i studenci będą czytać prezentację zamiast uczyć się z książek (!) na to seminarium. Ale... możemy ją sobie wydrukować ^^ Tak więc prezentacja została wydrukowała, a następnie zeskanowana i rozesłana :p
Studia - uczą logicznego postępowania :D
Seminarium. Pytamy się, czy możemy sobie zgrać prezentację na pendrive'a. Nie. Nie, bo rozpowszechnimy ją wśród grup, które jeszcze nie miały zajęć i studenci będą czytać prezentację zamiast uczyć się z książek (!) na to seminarium. Ale... możemy ją sobie wydrukować ^^ Tak więc prezentacja została wydrukowała, a następnie zeskanowana i rozesłana :p
Studia - uczą logicznego postępowania :D
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Historia choroby
Tak, trzeba pisać kolejną. I o dziwo jest idealnie, jako że po trzecim roku w Katedrze Nadciśnienia przyzwyczajona byłam do opisywania pacjentów z miliardem różnych chorób, cukrzyc, nadciśnień leczonych dziesięć razy zmienianymi lekami, ze wszystkimi powikłaniami tego miliarda chorób, jakie tylko można znaleźć w Szczekliku.
Z drugiej strony po pediatrii spodziewałam się dłuuuuugiego omawiania ciąży i szeroko pojętej opieki nad niemowlęciem, czyli rozkminianie karmienia, ile dziecko ważyło w jakim miesiącu itp. itd.
A tu szok! Dziecko starsze i historia kilkutygodniowa ;]
Ten kabaret, który powstał w komentarzach do poprzedniej notki (bicie się przed farmą? xD) nabił mi niezłą sumkę wyświetleń :P W normalnych warunkach byłabym pewna, że to jaja, ale ekhm... nie na tych studiach... :D
Z drugiej strony po pediatrii spodziewałam się dłuuuuugiego omawiania ciąży i szeroko pojętej opieki nad niemowlęciem, czyli rozkminianie karmienia, ile dziecko ważyło w jakim miesiącu itp. itd.
A tu szok! Dziecko starsze i historia kilkutygodniowa ;]
Ten kabaret, który powstał w komentarzach do poprzedniej notki (bicie się przed farmą? xD) nabił mi niezłą sumkę wyświetleń :P W normalnych warunkach byłabym pewna, że to jaja, ale ekhm... nie na tych studiach... :D
sobota, 3 grudnia 2011
Uczing
W związku z, powiedzmy, sugestiami, dziś będzie prawie ambitnie. Głównie ze względu na porę, ale to kwestia tego, że po dwóch tygodniach zapierniczu, jaki tu pokrótce opisywałam na forum, bynajmniej nie związanego jakoś mocno z farmą, raczej z unikaniem jej, dyżurami, fakami i innymi takimi, wróciłam do domu z uczelni, klapłam na łóżko i przespałam jakieś pięć godzin xD
No to ta noc poszła się j... ekhm... na straty ^^
No więc, kilka podpunktów, jak się uczę, jak chcę coś zdać (np. jest sobie takie ostatnie koło z biochy, a mi do dopuszczenia do egzaminu brakuje 4 dużych punktów... :p - tak, to z doświadczenia):
- kawa, kawa, kawa. Bynajmniej nie w celu niespania, chociaż i to da radę. Ja piję kawę w dużych ilościach, ale taką na zasadzie troszkę rozpuszczalnej, dużo mleka, czasem jeszcze jakieś urozmaicenia. Dobrze mieć jakiś syrop, czekoladową posypkę, cokolwiek.
- kilogramy orzeszków, słonecznika itp. Muszę coś zrobić z rękami i jak nic sobie nie skubię, to kończy się na obskubanych włosach, paznokciach, rogach książki i ciuchach :p Zawsze tak miałam...
- spacery, najlepiej codziennie, do tego oczywiście z buta na uczelnię, do sklepów, wszędzie, gdzie się da.
- nauka w łóżku, tym bardziej pod kołdrą dopiero po wypracowaniu sobie silnej woli i uniewrażliwieniu się na kuszącą moc poduszki :D
- nauka w godzinach, kiedy mój mózg pracuje, czyli takich jak ta :p Nigdy nie zasiadam do nauki po południu, jeśli naprawdę nie muszę, bo i tak z tego nic nie będzie, zmęczę się, niewiele zrobię. Ten czas zajebiście nadaje się na odpoczynek.
- dobre rozplanowanie przeszkadzaczy: obiad, najlepiej porządny, nie jeden kotlecik sojowy z liściem sałaty xD przed zakupami = na zakupach najedzony człowiek kupi mniej, zwłaszcza pierdół, no i nauka po obiedzie polega głównie na myśleniu o spaniu, więc...
- wolę zrobić coś 5 razy szybko niż raz maksymalnie dokładnie. Dlatego w domu uczę się z kompa, przeplatam podręcznikiem, a na uczelnię czy w jakieś inne miejsce (jak pociąg do domu) zabieram notatki.
- giełdy, giełdy, giełdy - nie tylko na zasadzie uczenia się na pamięć odpowiedzi do pytań (w ten sposób uczyłam się tylko psychologii, socjologii i higieny), ale jako szybka, bardzo ogólna powtórka całego materiału.
- no i co bym nie robiła - zawsze najwięcej uczę się ostatniego dnia, z czego 90% wieczorem :D Stres bardzo mnie motywuje, przyswajam 10x więcej materiału, jak wiem, że nie ma czasu na opierdalanie się ;]
I błagam, weźcie poprawkę, że to moje sposoby, więc jak ktoś nienawidzi kawy czy woli uczyć się rano, to niech nie zmusza się do niczego, bo ciocia Kardio kazała :p
Sposób uniwersalny dla wszystkich: jak trzeba coś zdać, to nie przesiadywać na blogach i nie czytać głupot, tylko usiąść na tyłku i się uczyć, a potem modyfikować tę jakże prostą czynność w celu zwiększenia efektywności :p
Pozdrawiam :D
No to ta noc poszła się j... ekhm... na straty ^^
No więc, kilka podpunktów, jak się uczę, jak chcę coś zdać (np. jest sobie takie ostatnie koło z biochy, a mi do dopuszczenia do egzaminu brakuje 4 dużych punktów... :p - tak, to z doświadczenia):
- kawa, kawa, kawa. Bynajmniej nie w celu niespania, chociaż i to da radę. Ja piję kawę w dużych ilościach, ale taką na zasadzie troszkę rozpuszczalnej, dużo mleka, czasem jeszcze jakieś urozmaicenia. Dobrze mieć jakiś syrop, czekoladową posypkę, cokolwiek.
- kilogramy orzeszków, słonecznika itp. Muszę coś zrobić z rękami i jak nic sobie nie skubię, to kończy się na obskubanych włosach, paznokciach, rogach książki i ciuchach :p Zawsze tak miałam...
- spacery, najlepiej codziennie, do tego oczywiście z buta na uczelnię, do sklepów, wszędzie, gdzie się da.
- nauka w łóżku, tym bardziej pod kołdrą dopiero po wypracowaniu sobie silnej woli i uniewrażliwieniu się na kuszącą moc poduszki :D
- nauka w godzinach, kiedy mój mózg pracuje, czyli takich jak ta :p Nigdy nie zasiadam do nauki po południu, jeśli naprawdę nie muszę, bo i tak z tego nic nie będzie, zmęczę się, niewiele zrobię. Ten czas zajebiście nadaje się na odpoczynek.
- dobre rozplanowanie przeszkadzaczy: obiad, najlepiej porządny, nie jeden kotlecik sojowy z liściem sałaty xD przed zakupami = na zakupach najedzony człowiek kupi mniej, zwłaszcza pierdół, no i nauka po obiedzie polega głównie na myśleniu o spaniu, więc...
- wolę zrobić coś 5 razy szybko niż raz maksymalnie dokładnie. Dlatego w domu uczę się z kompa, przeplatam podręcznikiem, a na uczelnię czy w jakieś inne miejsce (jak pociąg do domu) zabieram notatki.
- giełdy, giełdy, giełdy - nie tylko na zasadzie uczenia się na pamięć odpowiedzi do pytań (w ten sposób uczyłam się tylko psychologii, socjologii i higieny), ale jako szybka, bardzo ogólna powtórka całego materiału.
- no i co bym nie robiła - zawsze najwięcej uczę się ostatniego dnia, z czego 90% wieczorem :D Stres bardzo mnie motywuje, przyswajam 10x więcej materiału, jak wiem, że nie ma czasu na opierdalanie się ;]
I błagam, weźcie poprawkę, że to moje sposoby, więc jak ktoś nienawidzi kawy czy woli uczyć się rano, to niech nie zmusza się do niczego, bo ciocia Kardio kazała :p
Sposób uniwersalny dla wszystkich: jak trzeba coś zdać, to nie przesiadywać na blogach i nie czytać głupot, tylko usiąść na tyłku i się uczyć, a potem modyfikować tę jakże prostą czynność w celu zwiększenia efektywności :p
Pozdrawiam :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
